player+
Muzyka  RSS
Żona Roda Stewarta będzie pracować przy pogrzebie królowej Elżbiety II. "Dumna, że mogę służyć"


Trumna z ciałem Elżbiety II znajduje się obecnie w Westminster Hall w Pałacu Westminsterskim w Londynie, gdzie można składać hołd zmarłej monarchini. Pogrzeb odbędzie się w poniedziałek 19 września 2022 roku w Opactwie Westminsterskim. Królowa zostanie pochowana w kaplicy św. Jerzego w Windsorze. Okazuje się, że żona Roda Stewarta, Penny Lancaster, będzie pracowała uroczystościach pogrzebowych. W jakiej roli? Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej naTemat.pl >> Okryta królewskim sztandarem trumna z ciałem królowej Elżbiety II została wniesiona do Westminster Hall, gdzie wystawiono ją na katafalku Od środy (14 września) od godziny 17:00 czasu lokalnego Brytyjczycy mogą żegnać się ze swoją monarchinią. Trumna będzie tam spoczywać aż do pogrzebu w poniedziałek Brytyjskie media donoszą, że porządku uroczystości będzie pilnować żona znanego rockmana Procesja z trumną królowej. William i Harry szli obok siebie Niespełna tydzień temu, dokładnie 8 września, świat obiegła smutna wiadomość o śmierci królowej Elżbiety II. Teraz wypełnia się plan "London Bridge". Trumna z ciałem monarchini została najpierw przetransportowana z letniej rezydencji w zamku Balmoral w Szkocji do Edynburga. We wtorek (13 września) przewieziono ją do Londynu do Pałacu Buckingham. W środowe popołudnie (14 września) trumna była transportowana lawetą armatnią do Pałacu Westminsterskiego. Kondukt wyruszył z Pałacu Buckingham o godzinie 14.22 czasu londyńskiego. Książęta William i Harry w trakcie liczącego niecałe dwa kilometry konduktu żałobnego szli ramię w ramię za trumną swojej babci, królowej Elżbiety II. Przed braćmi szedł ich ojciec, król Karol III oraz jego rodzeństwo: księżniczka Anna, książę Andrzej i książę Edward. Za nimi w samochodzie jechała królowa małżonka Kamila oraz księżna Kate, żona Williama, a dalej - żona Harry'ego, Meghan Markle oraz księżna Wessex, Zofia. Penny Lancaster, będzie pracowała na pogrzebie królowej. To żona Roda Stewarta Od 6. do 9. dnia po śmierci monarchini trumna będzie wystawiona na widok publiczny przez 23 godziny na dobę. Do VIP-ów zostały rozesłane zaproszenia z konkretnymi godzinami. Pogrzeb królowej Elżbiety II odbędzie się w poniedziałek 19 września 2022 roku. Obywatele całego Zjednoczonego Królestwa będą zwolnieni od pracy, ponieważ zostanie ogłoszona żałoba narodowa. Uroczystość będzie można oglądać w telewizji. Warto również nadmienić, że o godzinie 12:00 (polskiego czasu) zabrzmi Big Ben, a chwilę później trumna z ciałem Elżbiety II zostanie wniesiona do Katedry Westminsterskiej. Po dwóch minutach ciszy odbędzie się pogrzeb. Jej Wysokość spocznie obok swojego męża – księcia Filipa. Jak donosi People, kiedy królowa Elżbieta II będzie chowana w poniedziałek w Londynie, nad zatłoczonymi ulicami będzie czuwać znajoma twarz: modelka i osobowość telewizyjna, Penny Lancaster, prywatnie żona piosenkarza, Roda Stewarta. Od kwietnia 2021 roku kobieta jest specjalną posterunkową w londyńskiej policji. 51-letnia funkcjonariuszka potwierdziła w "Good Morning Britain" (red. "Dzień dobry Wielka Brytanio"), że będzie pełniła służbę podczas poniedziałkowego pogrzebu. Dodała także, że pracowała przy nabożeństwie żałobnym królowej, 9 września. "To był wielki przywilej pracować w piątek na nabożeństwie żałobnym królowej w katedrze św. Pawła" – powiedziała w porannym paśmie. "Podpisałam przysięgę urzędu konstabla Jej Królewskiej Mości nieco ponad rok temu, w kwietniu ubiegłego roku, i tak jak to było z Jej Wysokością, moja przysięga będzie teraz z królem Karolem III" – podkreśliła. Żona muzyka dodała, że ​​jest "bardzo dumna, że ​​może służyć" w tak "historycznym momencie" dla kraju. "To zawsze zaszczyt i przyjemność, a oni są po prostu rodziną, jak wszystkie inne rodziny, ale mają ogromną odpowiedzialność za bycie głową państwa i wykonywanie pracy, którą wykonują dla kraju Wspólnoty" – podsumowała. Warto wspomnieć, że Lancaster poślubiła 77-letniego Stewarta w 2007 roku. Mają razem dwóch synów, 16-letniego Alastaira i 11-letniego Aidena.

Źródło: natemat.pl

Sara James wystąpiła u boku Black Eyed Peas. Will.i.am był nią zachwycony


Finał "America's Got Talent", w którym brała udział Sara James, składał się z dwóch odcinków. W drugim z nich uczestnicy mieli możliwość wystąpić ze zwycięzcami poprzednich edycji lub gwiazdami amerykańskiej estrady. Sara James zaśpiewała u boku Black Eyed Peas. Will.i.am zachwycił się młodą wokalistką. Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej naTemat.pl >> Sara James zdecydowała się na udział w amerykańskim show, ponieważ chciała sprawdzić, czy to prawda, że w Ameryce spełniają się marzenia Na etapie castingowym młoda wokalistka zaśpiewała "Lovely" z repertuaru Billie Eilish i od razu Simon Cowell wcisnął "złoty przycisk". Artystka przeszła bezpośrednio do odcinków na żywo W półfinale Sara James wykonała piosenkę Eltona Johna "Rocket Man". Ta interpretacja zapewniła Polce awans do finału Przez ostatnie tygodnie Sara James była zdecydowanie zapracowana. 14-letnia artystka postanowiła wziąć udział w formacie telewizji NBC "America's Got Talent". Jej występy skradły serca nie tylko jurorów, ale także amerykańskiej publiczności. Młoda Polka zachwyciła nie tylko swoimi umiejętnościami wokalnymi, ale również oryginalnymi aranżacjami znanych przebojów. Sara James zaśpiewała z Black Eyed Peas. Will.i.am zachwycony, internauci komentują W nocy z wtorku na środę czasu środkowoeuropejskiego Sara James zaprezentowała się w wielkim finale programu NBC "America's Got Talent". Młoda Polka wykonała przebój z repertuaru Kate Bush – "Running Up That Hill". Jej wykonanie – tak jak poprzednie dwa – rzuciło jurorów na kolana. Simon Cowell, który wcisnął złoty przycisk, nie szczędził komplementów pod adresem James. Następnego dnia, w nocy ze środy na czwartek stacja NBC wyemitowała kolejny odcinek "na żywo". W tym odcinku uczestnicy mieli możliwość wystąpienia ze zwycięzcami poprzednich edycji lub gwiazdami amerykańskiej estrady. Sara James zaśpiewała u boku legendarnego zespołu Black Eyed Peas, z którym wykonała piosenkę "Let's Get It Started". Po ich wykonaniu lider zespołu, Will.i.am, rozpływał się nad Sarą James. – Ona jest supergwiazdą. Widzimy wielu ludzi, spotykamy wiele talentów, a potem natrafiasz na błyszczącą, jasną osobowość, która ma wszystko, żeby osiągnąć kolejny level. Ona to ma – wyznał zachwycony lider Black Eyed Peas. 14-letnia wokalistka była również zachwycona współpracą z zespołem. – Jestem bardzo wdzięczna i szczęśliwa, że miałam okazję z nimi wystąpić. Kocham ich, są wspaniali – powiedziała. Ostatecznie Polka nie przeszła dalej, ale mimo to pod nagraniem z jej ostatniego performansu pojawiła się masa pozytywnych komentarzy od fanów programu, którzy nie mają najmniejszych wątpliwości, że przed nią świetlana przyszłość. "Sara jest tak gotowa na podbój świata" - napisano. "Na pewno jako piosenkarka jest obiecująca. Ma niesamowitą prezencję sceniczną, dojrzałość artystyczną i anielski głos. Zasługuje na kontrakt płytowy" - czytamy dalej.

Źródło: natemat.pl

Doda wygrała z Polską przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. Za co pozwała swój kraj?


Doda pozwała Polskę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Skarga piosenkarki dotyczy wyroku warszawskiego Sądu Rejonowego z 2012 roku. Artystka została skazana na karę grzywny za słowa dotyczące autorów Biblii. Znamy wyrok Trybunału w Strasburgu. Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej naTemat.pl >> W 2012 roku Doda została skazana na karę grzywny za słowa, które padły w jednym z wywiadów w 2009 roku odnośnie Biblii Piosenkarka odwołała się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Znamy wyrok W 2009 roku Doda udzieliła wywiadu prasowego "Dziennikowi", w którym odniosła się do autorów Biblii. "(...) Wierzę w to, co jest. W to, co przyniosła nam nasza matka Ziemia podczas wykopalisk, są na to dowody. Ciężko wierzyć w coś, co spisał jakiś tam napruty winem i palący jakieś zioła (...)" – wyznała artystka. Zapytana o kim mówi, wokalistka dodała, że chodzi jej "o tych wszystkich gości, co spisali te wszystkie niesamowite historie". Szef Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami Ryszard Nowak (będący jednocześnie oskarżycielem posiłkowym do 2011 roku) zawiadomił prokuraturę. Drugie doniesienie do prokuratury wpłynęło z rąk senatora PiS – Stanisława Koguta. W 2010 roku prokuratura oskarżyła Dodę o obrażenie uczuć religijnych Nowaka i Koguta. Opinie biegłych, na których opierała swoją linię oskarżenia prokuratura, należały do językoznawcy i dwóch biblioznawców – świeckiego i duchownego. Doda nie przyznała się do zarzutów stawianych przez prokuraturę. Na swoją obronę, wokalistka wytłumaczyła, że "napruty oznacza pozytywnie nastawiony, wino było mszalne, a zioła z pewnością mogły być lecznicze". Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa uznał artystkę za winną obrazy uczuć religijnych dwóch osób, skazując ją na karę grzywny w wysokości 5 tysięcy złotych. Doda odwołała się do Trybunału Konstytucyjnego. Skarga wokalistki niestety nie została rozpatrzona pozytywnie. Nie dając za wygraną, Doda poinformowała Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPC). Doda wygrała z Polską w Europejskim Trybunale Praw Człowieka Celebrytka będąc pewna, że została niesłusznie uznana za winną, oskarżyła Polskę. ETPC wystąpiło do polskiego rządu z zapytaniem, czy w przypadku Dody można mówić o złamaniu prawa do swobody wypowiedzi. W powyższym przypadku chodziło o konflikt pomiędzy dwoma przepisami: artykułem 10. Konwencji o Ochronie Praw Człowieka, mówiącym o prawie do wolności wyrażania opinii, a artykułem 9. Konwencji mówiącym o prawie do wolności sumienia i wyznania. W czwartek 15 września Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał Polskę winną naruszenia Konwencji o Ochronie Praw Człowieka. Wyrok mówi, że złamany został artykuł gwarantujący każdemu prawo do wyrażania opinii. Polski rząd ma za to zapłacić Rabczewskiej odszkodowanie w wysokości 10 tysięcy euro.

Źródło: natemat.pl

Znamy wyniki finału "America's Got Talent". Sara James nie wygrała, ale pokazała klasę


W nocy z 14 na 15 września poznaliśmy wyniki głosowania widzów w finale "America's Got Talent". Sara James zmierzyła się z najlepszymi artystami 17. sezonu tego programu. Polka znalazła się poza podium. Gdy emocje już opadły, opublikowała swój komentarz. Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej naTemat.pl >> Sara James zaprezentowała się w finale "America's Got Talent". Wykonała kultową piosenkę Kate Bush "Running Up That Hill" Przez dobę trwało głosowanie na zwycięzcę programu. Sara nie wygrała amerykańskiego talent-show Po wszystkim opublikowała na swoim Instagramie post i pogratulowała zwycięzcom Do "America's Got Talent" trafiają przeróżne osoby, które wyróżniają się swoim talentem. Okazję do pokazania się w tym formacie mieli magicy, tancerze, muzycy czy artyści komediowi z całego świata. Wśród nich znalazła się też 14-letnia Sara James, która w Polsce miała już na swoim koncie wygraną w "The Voice Kids". Młoda wokalistka w ubiegłym roku reprezentowała też nasz kraj na Eurowizji Junior. Wówczas zabrakło jej zaledwie 6 punktów do wygranej z reprezentantką Armenii. Sara James w "America's Got Talent" Jeszcze w czerwcu Sara podzieliła się ze swoimi fanami informacją, że wzięła udział w przesłuchaniach do amerykańskiej wersji "Mam talent". Niedługo później odcinek z jej udziałem wyemitowano w NBC i na oficjalnym kanale stacji na YouTube. James zachwyciła wszystkich swoim wykonaniem. Simon Cowell, najtwardszy z jurorów, nacisnął "złoty przecisk", dzięki czemu 14-latka od razu awansowała do półfinałowych odcinków na żywo. I tak pod koniec sierpnia Polka zaśpiewała przed jury i amerykańską publicznością utwór "Rocket Man". W komentarzach w sieci nie brakowało zachwytów nad uzdolnioną, młodą artystką, która w końcu trafiła do finału show. Czytaj także: Sara James na chwilę przed finałem "America's Got Talent". Zwróciła się do fanów Finał amerykańskiego "Mam talent" 13 września (a w Polsce o 2:00 w nocy 14 września) rozpoczął się odcinek, w którym zaprezentowało się w sumie 11 finalistów "America's Got Talent". Sara na decydujący występ wybrała kultową piosenkę Kate Bush "Running Up That Hill". Wtedy też rozpoczęło się oddawanie głosów przez widzów. Wyniki poznaliśmy dzień później, czyli w nocy ze środy na czwartek (15 września). Przypomniano w skrócie finałowe występy i zachwyty jurorów. Najlepsi z najlepszych mieli również okazję zaprezentować się w towarzystwie zwycięzców z poprzednich edycji. Zwycięzcy 17. edycji "America's Got Talent" Gdy skończył się ostatni występ, przyszedł czas na ogłoszenie wyników. Najpierw wyłoniono najlepszą piątkę. Do kolejnego etapu przeszli: grupa taneczna Mayyas, zespół country Drake Milligan, tercet muzyczny Metaphysic, gimnastyczka/tancerka Kristy Sellars i zespół muzyczny Chapel Hart. To oznaczało, że Sara James musiała pożegnać się z programem. Na koniec eliminacji została libańska grupa taneczna Mayyas i artystka, która łączy taniec na rurze z cyfrowymi efektami Kristy Sellars. Finalnie pierwsze miejsce: nagrodę w wysokości miliona dolarów i możliwość występowania w Las Vegas zdobyły członkinie Mayyas. Sara James po finale opublikowała post "Dziękuję! To była niesamowita przygoda i zapamiętam ją na zawsze! Dziękuję za najlepsze wsparcie, jakie mogłam sobie wyobrazić, za wszystkie wiadomości, głosy i miłe słowa" – zaczęła swój wpis Sara. Skierowała też kilka słów do tancerek z Mayyas, które wygrały. "Gratulacje! Byłyście niesamowite! Wielkie brawa dla wszystkich finalistów – wszyscy byliście absolutnie niesamowici!" – dodała. Podziękowała także jurorom i całej ekipie programu. "Dziękuję! Cudownie jest spełniać marzenia, mając wokół siebie tylu wspaniałych ludzi. Dziękuję wam za wszystko!" - podsumowała.

Źródło: natemat.pl

Szpak i Kwiatkowski ocenili występ Sary James. Kiedy wyniki finału amerykańskiego "Mam talent"?


Sara James jest o krok od wygrania amerykańskiej wersji programu "Mam talent". Jej finałowe wykonanie przeboju "Running Up That Hill" wgniotło w fotele jurorów i sprawiło, że publiczność oraz telewidzowie na całym świecie mieli ciarki. Jak show 14-letniej Polki ocenili znani artyści, Michał Szpak i Dawid Kwiatkowski? To czas Sary, czy jeszcze za wcześnie dla niej na międzynarodowy sukces? Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej naTemat.pl >> 13 września odbył się finał America's Got Talent. Sara James zaśpiewała hit Kate Bush, a zachwycony juror, Simon Cowell stwierdził, że "rozwaliła" tę piosenkę Wyniki America's Got Talent zostaną ogłoszone 14 września 2022 roku (w nocy z 14 na 15 września czasu polskiego). Rezultat głosowania widzów przekaże NBC Co o finałowym show Sary James powiedział zdobywca Bursztynowego Słowika, Michał Szpak i juror "The Voice Kids", Dawid Kwiatkowski? – Simon Cowell powiedział, że jej pierwszy występ nie był idealny, ale ja tego nie słyszałam. Sara ma w sobie coś z Beyoncé. Czasami zrezygnuje z "ładności" wokalnej, by wywołać efekt emocjonalny. Jej głos jest nasycony emocjami – mówiła o Sarze James w rozmowie z naTemat trenerka głosu, Gosia Sacała. Przypomnijmy, że 14-letnia Sara James na etapie castingów do "America’s Got Talent" zaprezentowała swoje możliwości głosowe, wykonując utwór Billie Eilish i Khalida – "Lovely". Jej wykonanie szczególnie spodobało się wspomnianemu Cowellowi, który wcisnął "złoty guzik", dając młodziutkiej Polce przepustkę do półfinału. On odbył się 23 sierpnia 2022 roku. Sara zaśpiewała na żywo singiel "Rocket Man" Eltona Johna, podrywając publiczność z miejsc. Została nagrodzona gromki oklaskami. –Gratuluję i bardzo się cieszę z twojego sukcesu. Dzięki tobie ten finał będzie miał wyjątkowy charakter – mówił Cowell.   W nocy z 13 na 14 września Sara zaprezentowała się w finałowym odcinku "America's Got Talent". Postawiła na legendarny utwór, który wrócił po latach na pierwsze miejsca list przebojów za sprawą serialu "Stranger Things". Mowa o hicie "Running Up That Hill" Kate Bush. Po występie Sary głos zabrała ceniona w branży muzycznej, Elżbieta Zapendowska. Jest zdania, że wielka kariera, która stoi otworem przed wokalistką, może być dla niej bardzo przytłaczająca, bowiem ma ona dopiero 14 lat. – Nie wiem, czy należy jej życzyć wygranej w programie, bo wygrana nie zawsze jest wygraną w przyszłości. Mam nadzieję jednak, że jest na tyle mądra, że sobie z tym wszystkim poradzi, niezależnie czy wygra, czy jednak nie – mówiła. – Ona musi mieć dobrą opiekę psychologiczną i muzyczną. Teraz zależy też, jakie utwory dostanie czy wynajdą jej menadżerowie. To są wszystko skomplikowane sprawy – podsumowała była jurorka "Idola". Michał Szpak i Dawid Kwiatkowski ocenili finałowe show Sary James w "Mam talent" O komentarz ws. finałowego show 14-letniej Polki został poproszony Dawid Kwiatkowski. – Gdy się obudziłem, pierwsze co, to szukałem jej występu - była niesamowita! Zobaczyłem też niektóre występy pozostałych finalistów i moim zdaniem ma bardzo duże szanse, choć poziom jest naprawdę dobry. Wierzę mocno, że wróci z wygraną – oznajmił w rozmowie z Pudelkiem. O ekspercki głos został poproszony również jeden z najbardziej barwnych, polskich artystów. Michał Szpak, który ma na swoim koncie mnóstwo sukcesów (jednym z ostatnich jest Bursztynowy Słowik), docenił utwór, na który postawiła Sara. – Ciekawy dobór repertuaru, trochę podyktowany trendami. To ulubiona artystka mojej mamy. Kate Bush teraz przeżywa renesans – zauważył, dodając, że towarzyszyły mu wielkie emocje, kiedy oglądał finałowe show James. Czy Sara James wygrała 17. sezon "America's Got Talent"? O tym, jak głosowali Amerykanie, dowiemy się w nocy ze środy na czwartek (15 września). Warto nadmienić, że do wygrania jest nie tylko milion dolarów, czyli ok. 4,8 mln zł, ale także występ na scenach Las Vegas Strip. Tam okazję miały występować największe gwiazdy, takie jak: Cher czy Celine Dion.

Źródło: natemat.pl

Bieber wrzucił wzruszający wpis na Instagramie. "Dziękuję za uczynienie mnie lepszym"


We wtorek Justin Bieber razem z ukochaną żoną świętował kolejny jubileusz małżeństwa. Wokalista dodał wzruszający wpis na swoim instagramowym profilu z okazji 4. rocznicy ślubu. Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej naTemat.pl >> Justin Bieber był 14-latkiem kiedy jego kariera muzyczna nabrała zaskakującego tempa Punktem zwrotnym w jego życiu okazał się szczęśliwy związek z Hailey Baldwin – modelką i córką hollywoodzkiego aktora Stephena Baldwina – z którą w 2018 roku wziął ślub Dziś para świętuje już czwartą rocznicę swojego małżeństwa Justin Bieber wraz ze swoją żoną Hailey Baldwin-Bieber wspólnie wspominają najważniejszy dzień w swoim życiu. Celebryci potajemnie pobrali się w 2018 roku. W miniony wtorek 13 września świętowali 4. rocznicę ślubu. Aby podkreślić ten ważny dzień, Bieber opublikował na swoim Instagramie zdjęcie ze swoją żoną oraz uroczym szczeniakiem pomiędzy nimi. "Szczęśliwej rocznicy dla mojej najlepszej przyjaciółki i żony @haileybieber .. dziękuję za uczynienie mnie lepszym pod każdym względem" – napisał piosenkarz o swojej małżonce. W odwołaniu do sentymentalnego posta celebryty 25-letnia Baldwin udostępniła post na swoim instagramowym profilu. Album zdjęć podpisała: "4 lata zamężna z Tobą. Najpiękniejszy człowiek, jakiego kiedykolwiek poznałam. Miłość mojego życia. Dziękuję Bogu za Ciebie" - wyznała modelka. Potajemny ślub, problemy zdrowotne i podróż na Bahamy Bieber i Baldwin potajemnie wzięli ślub na Bahamach zaledwie dwa miesiące po zaręczynach, które miały miejsce 7 lipca 2018 roku. Większą ceremonię w obecności rodziny i najbliższych przyjaciół Bieberowie świętowali 30 września 2019 roku w Bluffton w Południowej Karolinie. Tego lata zakochani odbyli dwutygodniową podróż na Bahamy, po tym jak u piosenkarza zdiagnozowano zespół Ramsaya-Hunta. Zespół ten charakteryzuje się porażeniem twarzy, bólem brzucha czy pojawieniem się pęcherzyków w przewodzie słuchowym, rzadziej na skórze głowy, języku czy podniebieniu. Po takiej diagnozie wokalista zmuszony był odwołać wszystkie pozostałe koncerty w trakcie trasy "Justice World Tour", aby jednak skupić się na swoich problemach zdrowotnych. Ich związek został wtedy wystawiony na próbę. "Hailey tak bardzo wspiera Justina, tak jak on wspierał ją w jej problemach zdrowotnych" – powiedział informator portalu People, bliski parze celebrytów, odnosząc się do udaru modelki. "Są niezniszczalni" – dodał. W wywiadzie dla "Harper's Bazaar" założycielka Rhode otwarcie opowiedziała na temat swoich problemów ze zdrowiem jak i jej męża. Baldwin szczerze wyznała, jak przechodzili przez wzloty i upadki swojego małżeństwa. "Wciąż jest osobą, do której chcę się spieszyć" – powiedziała. "Mogę gdzieś polecieć czy pojechać do pracy, ale nie mogę się doczekać powrotu i spędzenia czasu razem" – dodała po chwili. Modelka też śmiało przyznała, że małżeństwo wymaga pracy. Hailey Baldwin czuje, że to dzięki wysiłkowi, jaki obydwoje włożyli w ten związek, jest, jak jest. "Pod koniec dnia jest moim najlepszym przyjacielem, ale nadal to wymaga dużo pracy, aby działało (...) W końcu wiem, że kiedy dzieci pojawią się na zdjęciu, będzie to zupełnie inny sezon nawigowania, jak sprawić, aby nadal działało" - przyznała żona piosenkarza.

Źródło: natemat.pl

Zapendowska oceniła występ o Sary James. "Nie wiem czy należy jej życzyć wygranej"


– Nie wiem, czy należy jej życzyć wygranej w programie, bo wygrana nie zawsze jest wygraną w przyszłości – stwierdziła Elżbieta Zapendowska, oceniając finałowy występ Sary James w amerykańskiej wersji programu "Mam talent". Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej naTemat.pl >> Sara James ma za sobą występ w finale  "America's Got Talent" Elżbieta Zapendowska, która jest trenerką śpiewu, skomentowała występ nastoletniej Polki w amerykańskim show. Podkreśliła, że jej dalsza kariera wcale nie musi zależeć od tego, czy wygra program Sara James w finale "America's Got Talent" Sara szturmem podbija teraz USA. W nocy z 13 na 14 września zaprezentowała się w finałowym odcinku "America's Got Talent". Wykonała utwór "Running Up That Hill" Kate Bush. To piosenka, która powróciła na listy przebojów, bowiem wykorzystano ją w serialu "Stranger Things". Występ Sary został bardzo pozytywnie odebrany przez jury. Wstali nawet z miejsc, aby oklaskiwać piosenkarkę. Wielu zwróciło szczególną uwagę na reakcję Simona Cowella, który wcześniej dał młodej artystce "złoty przycisk". – Pojawiasz się tu nagle, 14-letnia, z Polski, mierzysz się z jednym z najbardziej ikonicznych utworów na świecie i udaje ci się. To było bezbłędne – powiedział producent telewizyjny. Z kolei aktorka Sofia Vergara przyznała, że Polka jest "jednym z największych odkryć tego sezonu". Zapendowska o występie Sary James. Wróży jej wielką karierę? Choć Zapendowska jest znana z ciętego języka i często nie patyczkuje się przy ocenie wokalistów, tym razem wychwaliła James. – Sara pięknie maluje dźwiękami. To jest jej ogromna zaleta, że ona wzrusza. Znakomicie gra na emocjach – skomentowała dla WP. Nauczycielka śpiewu zwróciła uwagę, że wielka kariera, która stoi otworem przed wokalistką, może być dla niej bardzo przytłaczająca, bowiem ma ona dopiero 14 lat. – Nie wiem, czy należy jej życzyć wygranej w programie, bo wygrana nie zawsze jest wygraną w przyszłości. Mam nadzieję jednak, że jest na tyle mądra, że sobie z tym wszystkim poradzi, niezależnie czy wygra, czy jednak nie – mówiła. – Ona musi mieć dobrą opiekę psychologiczną i muzyczną. Teraz zależy też, jakie utwory dostanie czy wynajdą jej menadżerowie. To są wszystko skomplikowane sprawy – podsumowała była jurorka "Idola". Kiedy dowiemy się, kto wygrał amerykański "Mam talent"? Wyniki zostaną ogłoszone 14 września (w Polsce będzie to w nocy z 14 na 15). Tymczasem amerykańscy widzowie wciąż głosują na swoich faworytów. Sara nie jest oczywiście jedyną wykonawczynią, która trafiła do finału. O milion dolarów walczą również: komiczka i komik, grupa taneczno-akrobatyczna, gimnastyczka, tercet muzyczny, dwóch iluzjonistów, dwa zespoły muzyczne i saksofonista. Przypomnijmy, że James, córka Polki i Nigeryjczyka z Ośna Lubuskiego, w 2021 roku wygrała 4. edycję "The Voice Kids". W tym samym roku reprezentowała Polskę na Eurowizji Junior, na której zajęła drugie miejsce z utworem "Somebody". Przegrała wówczas zaledwie sześcioma punktami z reprezentantką Armenii, Maléną.

Źródło: natemat.pl

Sara James śpiewała na Jasnej Górze. W sieci przypomniano jej nagranie sprzed roku


Sara James jest wschodzącą gwiazdą, która już na ten moment może pochwalić się wielkimi sukcesami. Wygrała w Polsce czwartą edycję "The Voice Kids" oraz zajęła drugie miejsce w międzynarodowym konkursie Eurowizji dla dzieci. Ludzie z całego świata chcą dowiedzieć się, jak najwięcej o 14-letniej Polsce. Okazuje się, że w ubiegłym roku dała popis na koncercie "Abba Ojcze" na Jasnej Górze. Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej naTemat.pl >> 14-latka z Polski stoi przed wielką szansą, aby wygrać telewizyjny konkurs "America's Got Talent" i zrobić karierę w USA Sara James ma za sobą wiele spektakularnych występów. Ten najważniejszy, w finale programu już za nią Przypominamy, jak w 2021 roku podczas koncertu na Jasnej Górze zdolna nastolatka zaśpiewała piosenkę "Jesus Christ, You Are My Life" Sara James dała czadu na Jasnej Górze w 2021 roku Sara James nie poprzestała na nagrodzie w "The Voice Kids" i po zwycięskim finale wzięła udział w "Szansie na sukces". 14-latka ze Słubic dzięki dobrej passie zajęła pierwsze miejsce także i w tym programie, dla odmiany otrzymując zaszczyt reprezentowania Polski w Paryżu na 19. Konkursie Piosenki Eurowizji dla Dzieci. Tam z utworem "Somebody" uplasowała się na drugim miejscu podium. Potem kariera nastolatki zaczęła się stopniowo rozwijać. W 2021 roku TVP zaprosiła Sarę na Festiwal Muzyki Chrześcijańskiej. "Abba Ojcze - Pielgrzymi śpiewają ulubione piosenki Jana Pawła II". Wówczas Sara James dała czadu na Jasnej Górze podczas koncertu "Jasna Strona Mocy", emitowanego na antenie kanału drugiego Telewizji Polskiej. Wraz z chórem zaśpiewała energetyczny utwór "Jesus Christ, You Are My Life". Publiczność i widzowie już wtedy byli pod wrażeniem mocy, jaką ma w głosie 14-latka. Sara James zawalczyła o główną nagrodę w "America's Got Talent" Sara James dała fenomenalny popis swoich wokalnych umiejętności. Zaprezentowała się w nocy (po 2:00 polskiego czasu) w finałowym odcinku "America's Got Talent". Postawiła na kultowy utwór Kate Bush, "Running Up That Hill", który pochodzi z 1985 roku. Niedawno kawałek znowu zaczął podbijać listy przebojów, a to wszystko dlatego, że został wykorzystany w serialu "Stranger Things" Netfliksa. James zaprezentowała piosenkę w zupełnie innej, bardziej współczesnej, aczkolwiek nieco bardziej melancholijnej aranżacji. Jurorzy byli pod ogromnym wrażeniem show, które dała 14-letnia Polka. Oklaskiwali ją na stojąco. –Występy twoich poprzedników były bardzo dobre. Potem wychodzisz ty, 14-latka z Polski i rozwalasz jedną z najbardziej kultowych piosenek na świecie. To wyjątkowy wieczór z tobą i po prostu dajesz sobie szansę, mówię ci – powiedział Simon Cowell, który dał jej "złoty guzik". Howie Mandel podkreślił, że wielu finalistów "dało sobie szansę", ale to Sara jest tak naprawdę gotowa na sukces. – Jesteś piękną perfekcjonistką, utalentowaną, błyszczącą, młodą 14-latką. Myślę, że będziesz tu w Ameryce często próbowała kurczaka – dodał żartobliwie. Heidi Klum rozpłynęła się nad wokalem Sary. Zaznaczyła, że młodziutka Polka brzmi, jak najlepsza wokalistka tego sezonu. – Masz tę świeżość i już wyglądasz jak supergwiazda. Jesteś jednym z najlepszych odkryć tego sezonu – skomplementowała. Czy Sara James wygrała 17. sezon "America's Got Talent"? Tego jeszcze nie wiadomo. Widzowie mają 12 godz. na oddawanie głosów na swoich faworytów. W drugim odcinku poznajemy werdykt Amerykanów. Do wygrania jest nie tylko milion dolarów, czyli ok. 4,8 mln zł, ale także występ na scenach Las Vegas Strip. Tam okazję miały występować największe gwiazdy, takie jak: Cher czy Celine Dion. O tym, jak głosowali Amerykanie, dowiemy się w nocy ze środy na czwartek (15 września).

Źródło: natemat.pl

Ricky Martin oskarżony przez siostrzeńca o molestowanie. "Zarzuty są sfabrykowane"


Ricky Martin w zeszłym tygodniu pozwał swojego siostrzeńca, który oskarżył go o molestowanie seksualne za wymuszenia od niego 30 mln dolarów. Chociaż Dennis Yadielow Sánchez Martin wycofał wcześniej swoje zarzuty, teraz ponownie oskarżył swojego sławnego wujka. Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej naTemat.pl >> Ricky Martin pozwał swojego siostrzeńca o wymuszenie 30 mln dolarów Dennis Yadielow Sánchez Martin oskarżył artystę o molestowanie seksualne, lecz później się z tego wycofał Teraz siostrzeniec wykonawcy hitu "Livin' La Vida Loca" ponownie oskarżył go o napaść na tle seksualnym Ricky Martin wytoczył proces siostrzeńcowi Tydzień temu Ricky Martin wytoczył proces swojemu siostrzeńcowi za wymuszenie od niego 30 mln dolarów. Dennis Yadielow Sánchez Martin najpierw oskarżył swojego znanego wujka o molestowanie seksualne, później się z tego wycofał, a teraz ponownie wysunął oskarżenia. Jak podaje serwis AP, wykonawca hitu "Livin' La Vida Loca" nie został z miejsca aresztowany, gdyż napaść na tle seksualnym, o którą został oskarżony, miała się wydarzyć już jakiś czas temu. Martin złożył pozew, gdyż jak twierdzi, jego siostrzeniec wciąż nęka go wiadomościami na Instagramie. Dennis już wcześniej otrzymał zakaz zbliżania się do sławnego członka rodziny, jednak później sędzia go odrzucił. Piosenkarz cały czas twierdzi, że wysunięte przez siostrzeńca zarzuty są "całkowicie fałszywe". "Zarzuty wobec Ricky'ego Martina, które doprowadziły do wydania nakazu ochrony, są całkowicie fałszywe i sfabrykowane. Jesteśmy pewni, że kiedy prawdziwe fakty wyjdą na jaw w tej sprawie, nasz klient Ricky Martin zostanie w pełni oczyszczony z zarzutów" – poinformował zespół prawny Martina w oświadczeniu wydanym przez Perfect Partners, agencję PR piosenkarza w Puerto Rico. Pozwy przeciwko Ricky'emu Martinowi Przypomnijmy, że zarzuty wysunięte przeciwko Martinowi przez jego siostrzeńca nie są jedynymi, jakie usłyszał portorykański piosenkarz. Jakiś czas temu w "New York Post" mogliśmy przeczytać, że piosenkarz został pozwany na 3 mln dolarów przez swoją byłą menadżerkę - Rebecca Drucker, która domaga się tej kwoty za "uratowanie jego kariery". Portal doniósł, że Drucker w pozwie wspomniała o "oskarżeniach, które mogłyby potencjalnie zniszczyć jego karierę". Podobno gwiazdor unika odpowiedzialności i uiszczenia zaległych wypłat. Martin miał też zostać oskarżony o przemoc domową. Gazeta "El Vocero" donosiła, że chodziło o mężczyznę, z którym Martin spotykał się przez 7 miesięcy i nie mógł się pogodzić z rozstaniem. Podobno co najmniej trzykrotnie widziano go, jak kręcił się w pobliżu jego rezydencji. O zerwaniu kontaktów miał zdecydować domniemany kochanek oskarżonego.

Źródło: natemat.pl

Tak wyglądał występ Sary James w finale "America's Got Talent". Fani zachwyceni: "Narodziny gwiazdy"


Sara James jest już po finałowym występie w programie "America's Got Talent". W sieci opublikowano już nagranie jej wykonu. Internauci chętnie zostawiają komentarze pod wideo. Wciąż trwa głosowanie na zwycięzcę talent-show. Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej naTemat.pl >> Sara James wystąpiła podczas finału 17. sezonu "America's Got Talent" Młoda Polka wykonała na scenie kultową piosenkę Kate Bush "Running Up That Hill" Widzowie oddają głosy, jednak co nieco można wyczytać z komentarzy pod występem 14-latki Sara James w finale "America's Got Talent" Sara James, młoda polska wokalistka, która szturmem podbija teraz USA, zaprezentowała się w nocy (po 2:00 polskiego czasu) w finałowym odcinku "America's Got Talent". Wykonała utwór "Running Up That Hill" Kate Bush. Piosenka pochodzi z 1985 roku, jednak niedawno powróciła na listy przebojów, ponieważ została wykorzystana w serialu "Stranger Things" Netfliksa. James zaprezentowała kawałek w zupełnie innej, bardziej współczesnej, aranżacji. Reakcje jury i widzów na występ Polki w amerykańskim "Mam talent" Chwilę po zakończeniu występu Sary jurorzy zerwali się z miejsc, by oklaskiwać piosenkarkę. Wielu zwróciło szczególną uwagę na reakcję Simona Cowella, który wcześniej dał młodej artystce "złoty przycisk". Brytyjczyk krótko skomentował zarówno dobór piosenki, jak i występ urodzonej w Słubicach wokalistki. – Pojawiasz się tu nagle, 14-letnia, z Polski, mierzysz się z jednym z najbardziej ikonicznych utworów na świecie i udaje ci się. To było bezbłędne – powiedział na gorąco producent telewizyjny. Cowellowi zawtórowała inna jurorka, amerykańska aktorka Sofia Vergara, która dodała, że Polka jest "jednym z największych odkryć tego sezonu". Jednak to głosy widzów zdecydują, czy Sara wygra amerykański "Mam talent". Sprawdziliśmy, jakie reakcje widzów wzbudził jej występ. "Wspaniały utwór, w jej wykonaniu zabrzmiał lepiej, niż oryginał! Jest fenomenalna! Ma więcej klasy i śpiewa lepiej, niż jakakolwiek obecna gwiazdka pop, które znamy i kochamy" – czytamy w jednym z komentarzy. "Zyskuje z każdym kolejnym występem. Nawet gdyby nie wygrała (a powinna wygrać!), widzimy NARODZINY GWIAZDY!" – stwierdziła kolejna osoba. "Ta dziewczyna już zwyciężyła. Jest piękna i śpiewa jak anioł. Będziemy ją często widywać w przyszłości", "Jest wspaniała. Ma wszystko, by stać się wielką gwiazdą" – napisali inni słuchacze. Wśród komentujących znalazły się też osoby, które z niecierpliwością czekają na płytę Polki. Mają nadzieję, że trafi pod skrzydła kogoś naprawdę odpowiedniego: "Czekamy, aby podpisała kontrakt płytowy", "Potrzebuje dobrego tekściarza, a jej kariera nabierze tempa". Kiedy dowiemy się, kto wygrał amerykański "Mam talent"? Wyniki zostaną ogłoszone 14 września (w Polsce będzie to w nocy z 14 na 15). Tymczasem amerykańscy widzowie wciąż głosują na swoich faworytów. Sara James nie jest oczywiście jedyną wykonawczynią, która trafiła do finału. O milion dolarów walczą również: komiczka i komik, grupa taneczno-akrobatyczna, gimnastyczka, tercet muzyczny, dwóch iluzjonistów, dwa zespoły muzyczne i saksofonista.

Źródło: natemat.pl

Sara James wystąpi w finale amerykańskiego "Mam talent". Gdzie i kiedy oglądać?


Finał "America's Got Talent" zbliża się wielkimi krokami. Zaprezentuje się w nim niezwykle uzdolniona nastolatka Sara James. Polka powalczy o nagrodę wartości miliona dolarów. Kiedy i gdzie będzie można obejrzeć jej występ? Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej naTemat.pl >> Sara James w finale "America's Got Talent" wystąpi 13 września Wyniki głosowania na zwycięzcę amerykańskiej wersji "Mam talent" poznamy dzień później, czyli 14 września O której godzinie zacznie się finałowy odcinek z Sarą? Na jakiej stronie można go obejrzeć? Przypomnijmy, że Sara James zdobyła popularność dzięki swoim występom w czwartej edycji programu "The Voice Kids". Niezwykle utalentowana nastolatka zachwyciła jury, a także widzów. Cleo określiła ją nawet mianem "polskiej Whitney Houston". Udało jej się dojść do finału i ostatecznie została zwyciężczynią. Co więcej, Sara w ubiegłym roku reprezentowała nasz kraj w konkursie Eurowizji Junior, podczas którego wykonała piosenkę pt. "Somebody". Ostatecznie Polka zajęła drugie miejsce, przegrywając zaledwie sześcioma punktami z reprezentantką Armenii, Melaną. Okazało się, że to był dopiero początek jej wielkiej kariery. Sara James w "America's Got Talent" Swoją przygodę w programie "America's Got Talent" rozpoczęła od wykonania piosenki "Lovely" Billie Eilish. 14-latka skradła serca jurorów i publiczności do tego stopnia, że Simon Cowell zdecydował się nacisnąć złoty przycisk. – Może to nie było perfekcyjne wykonanie, ale masz w sobie blask prawdziwej gwiazdy – skomentował występ James juror, który jest znany z czepialstwa, ale także nazywany "łowcą talentów", bowiem stoi za sukcesem One Direction, w tym Harry’ego Stylesa. Dzięki "złotemu przyciskowi" od Simona Sara mogła ominąć kolejne etapy i trafić od razu do półfinału. Swoim kolejnym występem w amerykańskim show także zrobiła bardzo pozytywne wrażenie. Nastolatka postawiła na "Rocket Man", wielki przebój Eltona Johna, ale zaśpiewała go w swoim własnej aranżacji i interpretacji - bardziej delikatnej i balladowej, przynajmniej na początku - pod koniec pokazała pełną moc swojego imponującego głosu. Jury nie kryło zachwytu nad wykonaniem Sary. Internauci również nie mogli wyjść z podziwu – i polscy, i zagraniczni. Dzień później poznaliśmy wyniki głosowania widzów. Nie mogło być inaczej - 14-latka, która była faworytką - dostała się do finału. – O mój Boże! Bardzo dziękuję za każdy głos. Nie mam słów, naprawdę, staram się nie powiedzieć nic głupiego. Dziękuję wam za każdy głos! – mówiła w emocjach James po ogłoszeniu. Młoda artystka od tamtej pory przygotowuje się do finału "America's Got Talent" w Los Angeles. W najnowszej publikacji na Instagramie nie ukrywała swojego szczęścia. "Wymarzony dzień nadchodzi... Trzymajcie kciuki!! Obiecuje, że dam z siebie wszystko" – napisała. Z kim Sara James wystąpi w finale amerykańskiego "Mam Talent"? Rywalami Sary James w finale są: hiszpańska komiczka Celia Munoz grupa taneczno-akrobatyczna Mayyaas gimnastyczka i tancerka Kristy Sellars tercet muzyczny Metaphysic komik Mike E. Winfield iluzjonista Nicolas Ribs iluzjonista Yu Hojin zespół muzyczny Chapel Hart zespół country Drake Milligan saksofonista Avery Dixon Gdzie i kiedy obejrzeć występ Sary James w finale "America's Got Talent"? Finał "America's Got Talent", w którym wystąpi Sara James, odbędzie się 13 września o godzinie 20:00 czasu lokalnego, czyli o 2:00 w nocy (14 września) w Polsce. Transmisję na żywo będzie można oglądać na kanale NBC. Nagranie z finałowego występu Sary odnajdziemy na oficjalnym kanale "America's Got Talent" na YouTubie niedługo po emisji w NBC. Oficjalne wyniki ogłoszone będą na drugi dzień, o tej samej porze. W Polsce na finałowy odcinek trzeba będzie poczekać. Pokaże go Telewizja WP - w niedzielę, 18 września, o godz. 19:50.

Źródło: natemat.pl

Nie tylko Kombi i Kombii. Oto 6 polskich zespołów, które pożarły się o nazwy i piosenki


Konflikt między Kombi a Kombii nie jest jedynym, którym rozegrał się w polskiej muzyce (za granicą też wielu artystów potrafi się kłócić o podobne sprawy). Od lat znane i lubiane kapele sądziły się lub dalej sądzą o prawa do nazwy, lub wykonywania piosenek, a fani muszą wybierać, po której stronie stanąć. Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej naTemat.pl >> Spór między Kombi i Kombii trwa od kilku lat, a słuchacze dalej nie mogą przywyknąć i czują się czasem zdezorientowani, ale w zeszłym tygodniu doszedł nowy wątek Sławomir Łosowski przegrał sprawę przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) dotyczącą znaku towarowego "KOMBI" Po wszystkim Grzegorz Skawiński i Waldemar Tkaczyk z Kombii napisali mocne oświadczenie, w którym ostrzegają organizatorów i promotorów. Organizacja koncertu Kombi będzie według nich naruszeniem praw autorskich Takich głośnych starć w Polsce było całkiem sporo. Poznajcie historię kłótni w zespołach m.in. Łzy, Lombard, Piersi, De Mono czy Oddział Zamknięty Kombi i Kombii od kilku lat grali sobie koncerty i nagrywali płyty, ale ostatnio okazało się, że skłóceni muzycy zaczęli wchodzić na drogę sądową. Sławomir Łosowski próbował zarejestrować znak towarowy Kombi, ale zablokował to Grzegorz Skawiński i wygrał przed sądem. Kombii wcześniej zarejestrowało swój znak towarowy. Nowy wyrok oznacza, że Łosowski, grając jako Kombi, może naruszać prawa zespołu Skawińskiego i Tkaczyka, bo nazwa Kombi jest... zbyt podobna do Kombii. Więcej o tym przeczytacie tutaj. Większość awantur między artystami skupia się na tym, kto ma prawo do używania nazwy: tylko założyciel(e) kapeli czy wszyscy muzycy oryginalnego składu, którzy przecież kolektywnie pracowali na sukces i rozpoznawalność. Do tego dochodzi też kwestia piosenek: co, jeśli było kilku kompozytorów, którzy teraz są zwaśnieni? Czy wokalista, który nie współtworzył utworu, ale jego głos wpłynął na sukces kawałka, może dalej śpiewać złote przeboje po rozłamie? O tym zwykle decyduje sąd, bo poniższe przykłady udowadniają, że raz skłóceni muzycy już nigdy nie godzą. Łzy Wiedzieliście, że od 2021 roku działają dwa zespoły Łzy? Nie, bo akurat w tym wypadku nie grają Łzy i Łzyy. Konflikt jest jednak podobny - każdy z nich koncertuje i nagrywa swoje piosenki. Wszystko zaczęło się sypać w 2010 roku, kiedy z grupy odeszła Anna Wyszkoni i rozpoczęła karierę solową. Dalej jednak śpiewała stare przeboje Łez. Założycielowi i kompozytorowi Adamowi Konkolowi to się rzecz jasna nie podobało. I jego żonie, która kazała się "odp***dolić" się od piosenek męża. Pozostali członkowie odcięli się od tych słów. W 2021 roku doszło do rozłamu zespołu. Konkol ma swój z Pauliną Titkin na wokalu (nagrali nawet kontynuację hitu: "Agnieszka 2.0 Była mroźna zima") i oskarżył dawnych kolegów o wyrzucenie z kapeli. Ci z kolei zaprzeczają temu, mają swoje Łzy z członkami oryginalnego składu (prócz Konkola i Wyszkoni rzecz jasna) i w zeszłym roku wydali płytę "Miłość w czasach samotności". Obie grupy zarzucają sobie hejt i kłamstwa, a sprawa będzie miał finał w sądzie, który ustali, kto uroni łzę, a kto będzie mógł koncertować jako Łzy. Całość jest jeszcze bardziej zawiła i możecie o tym przeczytać w reportażu Oli Gersz. De Mono Tutaj jest po tak zwanych "ptokach" i pokazuje, czym się prawdopodobnie skończą pozostałe, rozognione konflikty. W 2002 roku Marek Kościkiewicz odszedł z zespołu, a po 6 latach założył własne De Mono z Robertem Chojnackim i Dariusz Krupiczem. Nie spodobało się to Andrzejowi Krzywemu i Piotrowi Kubiaczykowi, którzy cały czas grali pod tą samą nazwą. Pozwali ich i rozpoczął się trwający ponad dekadę spór. Sąd Najwyższy przyznał w 2021 roku ostateczną rację Krzywemu i Kubiaczykowi. "Sąd sięgnął nawet po przykład z Wielkiej Brytanii, gdzie Rogerowi Watersowi, który odszedł z supergrupy Pink Floyd, zabroniono koncertować pod tą nazwą" - czytamy w artykule na rp.pl. Od teraz jeśli zobaczycie, że Marek Kościkiewicz gra koncert jako De Mono, to robi to bezprawnie. I to pomimo tego, że jest współzałożycielem grupy. Piersi Piersi zaczynały jako punkowa grupa, ale styl muzyczny zespołu przez lata ewoluował i doszedł nawet do grania bałkańskiego folku w przeboju "Bałkanica". Zanim tak się stało, w 2013 roku formację opuścił jeden z inicjatorów - Paweł Kukiz. "Piersi ze swoją 'jarmarczno-rockową' stylistyką zaczęły popadać w rutynę. A może tylko ja? Nieważne. Ważne, że straciłem radość grania w tym zespole" - wyznał "Faktowi" i poświęcił się karierze politycznej. Po nim odeszli też klawiszowiec Krzysztof "Alladyn" Imiołczyk oraz gitarzysta Wojciech "Amorek" Cieślak.  Nowym wokalistą Piersi został za to Adam "Asan" Asanow. Zbigniew Moździerski, basista oryginalnego składu, w 2014 zarejestrował słowno-graficzny znak towarowy "Piersi". Kukiz nie mógł się nim posługiwać (jego koncerty jako Kukiz i Piersi były blokowane) i do tego wściekł się, że zespół zagrał w "Dzień Dobry TVN". "Żeby z Piersi, z mojego dziecka, k...ę zrobić" - żalił się. W 2015 roku złożył razem z Rafałem Jezierskim (odszedł w latach 90.) pozew o zaprzestanie posługiwania się nazwą i logotypem bez jego zgody, ale w 2016 r. przegrał - sąd uznał, że muzycy nie łamią prawa i mogą dalej grać jako Piersi. Kat Kat to jeden z najważniejszych zespołów metalowych - nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Niestety z biegiem lat drogi muzyczne jego założycieli rozeszły się. W 2004 z grupy odszedł wokalista Roman Kostrzewski, a właściwie został usunięty przez lidera i gitarzystę Piotra Luczyka, bo pozostałym nie spodobały się jego nowe linie wokalne. W tym samym roku z zespołem pożegnał się też perkusista Ireneusz Loth. Wspólnie założyli grupę pod nazwą "Romek – The End", która potem została przemianowana na Kat i Roman Kostrzewski i również grała dawne kompozycje. Panowie może nie ciągali się po sądach, ale przez lata ciągle po sobie publicznie jechali. Topora wojennego nie zakopała nawet śmiertelna choroba Kostrzewskiego. Muzyk miał nowotwór i w 2021 zorganizował koncert ze zbiórką na leczenie (wystąpił m.in. Titus z Acid Drinkers i Nergal z Behemotha). Luczyk napisał złośliwie, że Kostrzewski gra covery Kata, a samo wydarzenie nie służy celom charytatywnym, lecz promocyjnym. W lutym tego roku legendarny wokalista zmarł kilka dni przed swoimi 62 urodzinami. Lombard Wszystko zaczęło jak się zwykle. Małgorzata Ostrowska odeszła z Lombardu 1991 roku, by 6 lat później do niego wrócić na dwa sezony koncertowe. W 1999 roku definitywnie rozstała się z zespołem i rozpoczęła karierę solistki. Wiele lat wcześniej miało dochodzić do tarć między nią a liderem Grzegorzem Stróżniakiem, który wolał współpracę z drugą wokalistką Wandą Kwietniewską. Ta opuściła Lombard w 1982 roku i założyła Bandę i Wandę. Nie o to jednak był spór. W 2012 roku Stróżniak zastrzegł w ZAiKS-ie, że jeśli ktoś chce nagrywać koncert, na którym będą śpiewane piosenki Lombardu lub wyda płytę z tymi utworami, musi uzyskać jego zgodę. Tymczasem większości kawałków Ostrowska (od drugiej płyty) napisała lub współtworzyła tekst, a nie mogła ich zaśpiewać np. na festiwalu w Opolu. Doszło więc do sporu sądowego, który piosenkarka wygrała w 2021 roku. Teraz może bez zgody Grzegorza Stróżniaka wykonywać piosenki Lombardu na koncertach oraz w telewizji. Ponadto artystka może wydawać je na własnych płytach. Oddział Zamknięty Nazwa zespołu nawiązuje do oddziału w szpitalu psychiatrycznym, do którego trafił Krzysztof Jaryczewski - chciał w ten sposób uniknąć służby wojskowej. Współzałożyciel i pierwszy wokalisty grupy nadużywał narkotyków i alkoholu, przez co miał problemy ze zdrowiem, a zwłaszcza z głosem (doszło nawet do paraliżu strun głosowych). W 1985 roku wypisał się z Oddziału Zamkniętego. Wojciech Pogorzelski proponował mu wiele razy, by wrócił i grał na gitarze, ale Jaryczewski odmawiał i założył swój własny band - Jary Band. W 2013 powołał do życia projekt Jary Oddział Zamknięty z m.in. byłym muzykiem OZ Krzysztofem Zawadką. I to pomimo tego, że Pogorzelski od 1979 roku nieprzerwanie działał pod egidą Oddziału Zamkniętego. W 2016 r. Jaryczewski wystąpił o rejestrację znaków towarowych: Oddział Zamknięty i Jary Oddział Zamknięty. Stwierdził, że kontynuuje projekt, z który odszedł w latach 80. i może się posługiwać tą nazwą. Połączenia z drugim OZ jednak nie będzie, a sprawa o znak towarowy i autorstwo niektórych piosenek nadal jest w toku. To jednak nie przeszkadza (póki co) obu kapelom w koncertowaniu.

Źródło: natemat.pl

"Śmieszne, że 17-latki wyglądają jak 30-stki". Burza pod nowym zdjęciem Roxie Węgiel


Roksana Węgiel doskonale wie, jak przyciągnąć uwagę swoich fanów. Młoda artystka opublikowała zdjęcie na swoim Instagramie, do którego zapozowała "cała w skórze". Aż trudno uwierzyć, że ma tylko 17 lat. Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej naTemat.pl >> Roxie Węgiel wykorzystuje swoje pięć minut i szaleje na Instagramie. Jej ostatnia odważna stylizacja to hit tej jesieni 17-letnia gwiazda ma rzeszę fanów, która nie kryje zachwytu nad wyglądem swojej idolki. Pojawiają się też niestety nieprzychylne komentarze Węgiel zmieniła się na przestrzeni lat Roksana Węgiel jest dziś jedną z najbardziej znanych polskich artystek młodego pokolenia. Dała się poznać szerszemu gronu odbiorców, gdy miała 13 lat. Spektakularna wygrana w programie "The Voice Kids" otworzyła jej drzwi do wielkiej kariery. W 2018 roku wygrała "Junior Eurovision Song Contest" z piosenką "Anyone I Want to Be". Rok później została laureatką Europejskiej Nagrody Muzycznej MTV dla najlepszego polskiego wykonawcy. Od tamtej pory gwiazda idzie jak burza. Wokalistka regularnie koncertuje i angażuje się w masę innych dochodowych projektów, których pozazdrościć jej może większość branży muzycznej. Wspomnijmy, że przez ostatnie cztery lata nastolatka dorastała na oczach fanów. Blask fleszy stał się jej codziennością. Rzesza sympatyków obserwuje każdy jej krok. Oprócz muzycznej działalności Roxie aktywnie udziela się też w sieci. Jej konto na Instagramie obserwuje już ponad 1,3 mln użytkowników. Czytaj także: Roksana Węgiel chce zawiesić karierę! Ma powód, który jej fani muszą zrozumieć Węgiel zamieściła zdjęcia w takim stroju. Internauci podzieleni Nastolatka chwali się tam często swoimi nowymi stylizacjami. Tak było i tym razem. Gwiazda postawiła na najmodniejszą w tym sezonie soczystą zieleń. Na zdjęciu zaprezentowała się w skórzanym komplecie. Charakterystyczne dla jej nowej kreacji są obcisłe spodnie rozszerzane na dole oraz "toporne" obuwie. Skórzana marynarka delikatnie przysłania skąpy, czarny top. Węgiel może liczyć na poklask u licznego grona swoich fanów. Pod najnowszą publikacją wokalistki także dali oni o sobie znać. "Super stylówka", "Wyglądasz obłędnie. Nie poznałam Cię", "To jest niesamowite, że tak dojrzale już wyglądasz" – pisali. Pojawiły się też jednak słowa krytyki. "Twój Instagram ostatnio coraz bardziej zaczyna wyglądać jak Instagram typowej nastolatki w dzisiejszych czasach" – zauważył jeden z internautów. Czytaj także: "Wygląda na trzydzieści lat, ma siedemnaście". Dlaczego dzisiejsze nastolatki się postarzają? "Druga Doda", "Z całym szacunkiem, ale ile ty masz lat dziewczyno, bo to wygląda, jakbyś miała z 26", "Ja mam 22, a patrząc się na, to czuję się jakbym miał 40. Lubiłem Roksanę z The Voice, a nie to", "Śmieszne, że 17-latki wyglądają jak jakieś 30-stki przynajmniej. Co to będzie za kilka lat" – czytamy w innych komentarzach. Niektórzy zarzucili nawet młodej piosenkarce, że poddała się zabiegowi medycyny estetycznej.

Tagi: Doda
Źródło: natemat.pl

"Elvis" to dopiero początek. Sofia Coppola zabiera się za film o Priscilli Presley


Zachwyty nad "Elvisem" Baza Luhrmanna na dobre się nie skończyły, a w planach jest kolejny film o rodzinie Presleyów. Reżyserka Sophia Coppola zamierza nakręcić biografię byłej żony legendy rock n' rolla, Priscilli Presley. Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej naTemat.pl >> Po sukcesie filmu "Elvis" Baza Luhrmanna przyszła pora na produkcję o byłej żonie legendy rock n' rolla - Priscilli Presley. Film o muzie króla rocka nakręci reżyserka Sofia Coppola ("Między słowami"). Wiadomo już, kto zagra Presleyów. W roli Priscilli zobaczymy Cailee Spaeny, a w roli Elvisa Jacoba Elordiego z "Euforii". Kiedy rozpoczną się zdjęcia do filmu biograficznego? Jak pisaliśmy wcześniej w naTemat, Baz Luhrmann szykował się na wypuszczenie filmu o Elvisie Presleyu od lat. Australijski reżyser przed długi czas utrzymywał projekt w tajemnicy. Pierwszą zajawką "Elvisa" pochwalił się niecały rok przed jego premierą. Pierwszy pokaz "Elvisa" zorganizowana na tegorocznym Festiwalu Filmowym w Cannes. Po projekcji filmu obsada, w tym odtwórca tytułowej roli, czyli Austin Butler, otrzymała 12-minutowe owacje na stojąco. Choć "Elvis" nie był typowym filmem biograficznym, a dość chaotyczną interpretacją postaci Presleya w kamerze ekscentrycznego Baza Luhrmanna, to do 11 września zarobił 150,3 mln dolarów w Stanach Zjednoczonych i 133,7 mln dolarów za granicą – łącznie zainkasował więc 284 mln dolarów na całym świecie. "Król Rock and Rolla dzisiaj już zaśniedział. Nie jest modny, nie jest cool. (...) I tu, cały na złoto, wchodzi Baz Luhrmann. Australijski reżyser-maksymalista, ojciec 'Moulin Rouge!' i 'Romea i Julii', zjada jednak w 'Elvisie' swój własny ogon i wpada w samozachwyt. Robi jednak dwie dobre rzeczy: ożywia Króla i przedstawia światu fenomenalnego Austina Butlera"  – czytamy w recenzji autorstwa Oli Gersz z naTemat. Sofia Coppola kręci film o Priscilli Presley Wszystko wskazuje na to, że legenda Elvisa faktycznie została ożywiona, ponieważ niebawem do kin trafi kolejna produkcja o rodzie Presleyów, która tym razem skupi się na miłości życia artysty, czyli na Priscilli. Życie kobiety, o której w "Can't Help Falling in Love" śpiewał Król, uchwyci w obiektywie swojej kamery jedna z najbardziej cenionych reżyserek na świecie - Sofia Coppola ("Między słowami" i "Przekleństwo niewinności"). Nowe dzieło córki Francisa Forda Coppoli oparte będzie na pamiętniku Priscilli z 1985 roku zatytułowanym "Elvis and Me". Dystrybucją filmu zajmie się wytwórnia A24, która wypuściła takie produkcje jak "Midsommar. W biały dzień", "Dziedzictwo. Hereditary" i "Tragedia Makbeta". W roli Priscilli obsadzono 25-letnią Cailee Spaeny ("Szkoła czarownic. Dziedzictwo" i "Mare z Easttown"), zaś jej małżonka zagra Jacob Elordi ("Euforia" i "The Kissing Booth"). Zdjęcia do filmu mają rozpocząć się jesienią tego roku. Przypomnijmy, że związek Elvisa i Priscilli przedstawiono w filmie Luhrmanna nie do końca zgodnie z prawdą. Pominięto, chociażby dość niewygodny i kontrowersyjny dziś fakt, o którym w naTemat pisze Maja Mikołajczyk: gdy 25-letni muzyk poznał Priscillę, ta miała zaledwie 15 lat. Być może wątek ten pojawi się u Coppoli.

Tagi: Cannes
Źródło: natemat.pl

Sara James na chwilę przed finałem "America's Got Talent". Zwróciła się do fanów


Młoda polska wokalistka dalej realizuje plan spełnienia swoich największych marzeń. Sara James jest finalistką show stacji NBC – amerykańskiego "Mam Talent". Wschodząca gwiazda zabrała głos na chwilę przed finałem. Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej naTemat.pl >> Sara James swoją karierę rozpoczęła od zwycięstwa w 4. edycji programu Telewizji Polskiej "The Voice Kids" Reprezentowała Polskę w Konkursie Piosenki Eurowizji dla dzieci w 2021 roku Młoda wokalistka jest finalistką amerykańskiego "Mam Talent" Od kilku miesięcy oczy opinii publicznej całego świata skierowane są w kierunku młodej wokalistki Sary James. Przed nastoletnią gwiazdą wielki dzień – finał "America's Got Talent", w którym powalczy o zwycięstwo i nagrodę główną w wysokości 1 miliona dolarów oraz występ w Las Vegas Strip, miejscu, gdzie występowały takie gwiazdy jak Celine Dion, Mariah Carey czy Cher. Droga na sam szczyt Sara James zdecydowała się na udział w amerykańskim show stacji NBC, ponieważ – Wiecie, jak to mówią: w Ameryce marzenia się spełniają, więc przyjechałam to sprawdzić – przyznała na wizji. Simon Cowell powiedział, że ma dobre przeczucia co do jej występu. Nastolatka na etapie castingów zachwyciła jurorów wykonaniem piosenki Billie Eilish "Lovely". Po jej prezentacji Sofia Vergara wstała ze swojego miejsca i zaczęła klaskać, a prowadzący program Terry Crews przyznał, że to było "niesamowite". Simon Cowell wyznał, że wielu artystów zmierzył się ze sceną "America's Got Talent", a następnie dodał: – Nie było idealnie, ale masz w sobie prawdziwy błysk gwiazdy – wyznał na wizji przewodniczący jury, po czym nacisnął złoty przycisk. Tym samym James trafiła bezpośrednio do odcinków live. W półfinale zaśpiewała utwór Eltona Johna "Rocket Man" w oryginalnej aranżacji. Sara James zachwyciła amerykańską publiczność oraz jury swoim wykonaniem, co zapewniło jej awans do ścisłego finału. Sara James zabrała głos przed finałem "America's Got Talent" Sara James aktualnie przebywa w Los Angeles, gdzie od kilku tygodni przygotowuje się do finału "America's Got Talent". Młoda wokalistka opublikowała post na swoim Instagramie, w którym nie ukrywa swojego szczęścia. "Wymarzony dzień nadchodzi... Trzymajcie kciuki!! Obiecuje, że dam z siebie wszystko" – napisała młoda gwiazda. W relacji na InstaStories gwiazda nagrała film, w którym pozdrawia swoich obserwujących i opowiada, jak wyglądają przygotowania do wielkiego finału. - Słuchajcie, skończyłam próby, teraz idę coś zjeść i odpocząć chwilę przed JUUUUTREM! Wielki dzień, także trzymajcie kciuki. Jeszcze jutro będę na pewno się do Was odzywać! Trzymajcie się! Buziak – poinformowała swoich fanów. Na filmie nie widać, żeby młoda wokalistka była zestresowana swoim jutrzejszym występem, wręcz przeciwnie. Pełna energii, z uśmiechem na twarzy zmierza w kierunku wielkiego finału, by ponownie zawalczyć o serca jurorów i widzów na całym świecie.

Jednak nie chodziło współpracę z Zawiałow. Podsiadło zaskoczył fanów nowymi piosenkami


Dawid Podsiadło wstawił w niedzielę tajemniczego posta. Fani spodziewali się, że pokaże nowy kawałek z nadchodzącej płyty lub być może nawet ujawni datę jej premiery. Muzyk zaskoczył jednak wszystkich, pokazując utwory, które nagrał specjalnie na potrzeby serialu Netfliksa. Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej naTemat.pl >> Dawid Podsiadło zamieścił tajemniczego posta na Facebooku Fani myśleli, że artysta zapowiada kolejny kawałek z Darią Zawiałow lub zamierza ujawnić datę premiery płyty Okazało się, że Podsiadło nagrał trzy piosenki specjalnie na potrzeby serialu Netfliksa. Tajemniczy post Dawida Podsiadło Dawid Podsiadło wstawił wczoraj na swój profil na Facebooku tajemniczego posta. Nie było w nim nic poza grafiką w stylu anime oraz krótkim komunikatem "12.09/18:00". Patrząc na styl, w jakim wykonana jest grafika, wiele osób podejrzewało, że chodzi o kolejny utwór nagrany razem z Darią Zawiałow, której ostatnia płyta "Wojny i noce" oprawą wizualną nawiązuje do japońskiej kultury. Artyści nagrali już wspólnie kawałek "Za krótki sen". Część fanów artysty miała jednak nadzieję, że Podsiadło wreszcie ogłosi datę premiery zapowiadanego na jesień albumu. "O człowieku, płyta nadciąga", "Matko jedyna Dawid, no czekaliśmy!", "Ile można czekać, kto to widział, a dajcie spokój" – można było przeczytać w komentarzach. Podsiadło nagrał piosenki do serialu Netfliksa Podsiadło zaskoczył swoich fanów czymś, czego nie mogli się spodziewać. Okazało się, że artysta nagrał piosenki do serialu "Cyberpunk: Edgerunners", który zadebiutuje na Netfliksie już we wtorek 13 września. "(...) Zaproszenie do tego projektu przyszło 2,5 roku temu więc tym bardziej jestem bardzo podekscytowany, że możemy się nim w końcu pochwalić. Miałem ogromną przyjemność współpracować z CD PROJEKT RED przy serialu Cyberpunk 2077: Edgerunners. W świecie gry CP2077, spędziłem wiele godzin, a serial to cudowna okazja na ponowne odwiedziny" – czytamy we wpisie na profilu artysty. "Efektem tej współpracy jest utwór „Let You Down”, stworzony specjalnie do serialu, oraz niesamowity teledysk będący samodzielną historią osadzoną w świecie Edgerunners" – dodał Podsiadło. Kariera Dawida Podsiadło Dawid Podsiadło zdobył rozpoznawalność w 2012 roku dzięki występowi w programie "X Factor", który wygrał. Rok później wydał swój debiutancki album "Comfort and Happiness". Poza nim artysta wypuścił jeszcze dwa swoje solowe krążki: "Annoyance and Disappointment" (2015) oraz "Małomiasteczkowy" (2018). Urodzony w 1993 roku artysta z Dąbrowy Górniczej jest laureatem wielu prestiżowych nagród. Podsiadło m.in. piętnaście razy wygrał Fryderyka, w 2019 roku odebrał Paszport Polityki oraz dwa razy wygrał w plebiscycie Bestsellery Empiku. Artysta był również czterokrotnie nominowany do nagrody MTV Europe Music Awards.

Tagi: Doda
Źródło: natemat.pl

Oto najchętniej słuchane piosenki tego lata na Spotify. Pierwsze miejsce nie zaskakuje


Spotify pokazało listę najpopularniejszych piosenek tego lata. Bez większego zaskoczenia na szczycie znalazł się Harry Styles z piosenką "As It Was". Jaka piosenka była najchętniej słuchana w Polsce? Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej naTemat.pl >> Spotify pokazało listę najchętniej słuchanych piosenek tego lata Na samym szczycie znalazł się utwór Harry'ego Stylesa "As It Was" Jakiej piosenki na Spotify najczęściej słuchali Polacy tego lata? Najpopularniejsze piosenki lata na Spotify Tak jak wspomnieliśmy wyżej, najpopularniejszą piosenką lata z ponad 610 mln streamów było "As It Was" Harry’ego Styles’a. Zaraz za nią znalazło się "Running Up That Hill (A Deal With God)" Kate Bush, czyli piosenka, która zyskała nową młodość dzięki serialowi "Stranger Things". Listę okupował jednak raper Bad Bunny z aż sześcioma kawałkami. A jak wygląda polskie zestawienie? Numerem jeden jest piosenka "RiRi" w wykonaniu White 2115, czyli specjalisty od letnich przebojów. Kolejne miejsca również zajmują raperzy, tacy jak Oki i Nolyrics Beats z piosenką "Jakie To Uczucie?" oraz Smolasty i Nearr​​​​​i 730 Huncho z kawałkiem "Pijemy Za Lepszy Czas". Kontrowersje wokół Harry'ego Stylesa Harry Styles cieszy się ogromną popularnością także w Polsce. Sprzedaż biletów na koncert byłego członka One Direction w Warszawie w ramach trasy Love On Tour ruszyła w czwartek 1 września. Jak można się było spodziewać, chętnych na dorwanie biletu było od groma. Przez kilka godzin kolejka do zakupu karnetu liczyła od 60 do 70 tys. osób. Oczywiście większość fanów ruszyła po bilety za najbardziej przystępną cenę. Miejsca na trybunach kosztowały od 195 do 695 zł, płyta od 485 do 855 zł, zaś wejściówka Aisle Seat od 250 do 750 zł. Dla tych, którzy mogą pozwolić sobie na więcej, czekają bilety Platinum. Ich cena waha się od 1060 do 1726 zł. Nie tym Styles wywołał jednak swego czasu kontrowersje. Wokalista, który od czasu do czasu bywa również aktorem, promował swój najnowszy film "Don't Worry Darling" na festiwalu filmowym w Wenecji. Styles nie popisał się podczas niego erudycją, a jego wypowiedzi błyskawicznie stały się memem, a najpopularniejszym cytatem z nich stało się zdanie: "To, co najbardziej lubię w tym filmie, to to, że oglądając go, czujesz, że to film". Gwiazdor popu stał się z również bohaterem jeszcze bardziej tabloidowych newsów z innego powodu. Podczas oficjalnej premiery filmu na festiwalu w Wenecji Harry miał miejsce siedzące obok kolegi z planu filmowego, czyli Chrisa Pine'a. Na jednym z nagrań sytuacja prezentuje się tak, jakby gwiazdor "Nie martw się kochanie" przed jego zajęciem... splunął pod nogi Pine'a. Aktorzy zaprzeczyli jednak tym pogłoskom.

Źródło: natemat.pl

Nie wszyscy znają powiązania rodzinne gwiazd. Niektóre mogą was bardzo zaskoczyć


Gwiazdy estrady, celebryci, osobowości polskiego show-biznesu. W wielu przypadkach nie łączy ich tylko scena czy branża, ale również więzi rodzinne. Ralph Kamiński, Michał Szpak, Edyta Górniak czy Katarzyna Grochola – co i z kim ich łączy? Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej naTemat.pl >> Michał Szpak i Ralph Kaminski – obydwaj zaskakują swoimi talentami, ale nie tylko to ich łączy Katarzyna Grochola od lat działa w showbiznesie, obecnie to jej córka jest na świeczniku Więzy rodzinne gwiazd. Kaminski, Szpak, Górniak, Grochola Od lat znamy rodzinne koneksje między polskimi gwiazdami, które funkcjonują w polskim showbiznesie. Wiele z nich jest jawnych, a muzycy, aktorzy czy twórcy nie kryją się z tym. Jest jednak wiele więzi rodzinnych, które do tej pory nie były znane. Tym samym wywołały one ogromne zaskoczenie. Wydawałoby się, że wielu artystów łączy tylko branża czy też estrada, a w rzeczywistości są ze sobą spokrewnieni w różnych stopniach. W ostatnim czasie opinia publiczna zainteresowała się powiązaniem Michała Szpaka z Ralphem Kamińskim. Obydwaj zaskakują nie tylko swoim talentem, ale również wizerunkiem scenicznym i pomysłem na siebie. Odnoszą ogromne sukcesy, zatem zainteresowanie tym faktem jest również zrozumiałe. Michał Szpak i Ralph Kaminski – czy są ze sobą spokrewnieni? Michał Szpak to kolorowy ptak polskiej estrady. Mogliśmy go oglądać wielokrotnie na scenie, ale również w fotelu trenera programu "The Voice of Poland". Swoją karierę rozpoczął od programu "X Factor", gdzie już wtedy nie bał się kontrowersji. Ralph Kamiński to "świeżynka" wśród polskich celebrytów. Choć, odniósł ogromny sukces, nie brakuje licznych spekulacji na temat jego pomysłu na siebie. Mimo że zmienia swoje wcielenia sceniczne, muzycznie zawsze jest blisko siebie. Pomimo że obaj przyciągają swoją uwagę nie tylko muzycznie i wizerunkowo, to również prywatnie. Okazało się, że Ralph jest kuzynem Szpaka. Rodzinne powiązania celebrytów Od lat pisarka Katarzyna Grochola funkcjonuje w polskim showbiznesie. Znamy jej wielkie bestsellery takie jak: "Nigdy w życiu!", "Ja Wam pokażę!" czy "Kryształowy anioł". Jednak od jakiegoś czasu to jej córka – Dorota Szelągowska – świeci na salonach. Jest gwiazdą zajmującą się projektowaniem wnętrz, prowadzi swoje programy. Aktorkę i modelkę Viola Kołakowska często możemy zaobserwować na ściankach we flashach fotoreporterów. Choć dla wielu nadal pozostaje "partnerką Tomasza Karolaka", to już od dziecka miała styczność ze sceną. Celebrytka jest bratanicą wokalisty legendarnej grupy metalowej – Romana Kostrzewskiego. Aktor Grzegorz Małecki nie bez powodu "skończył" w tym zawodzie. Jego mama to znana aktorka Anna Seniuk. To nie jedyny przykład na to, że dzieci idą w ślady rodziców. Wybitny aktor Jan Nowicki jest ojcem prezentera i aktora Łukasza Nowickiego. Jan Nowicki ma jednak spore zastrzeżenia co do swojego ojcostwa: "Nie byłem typem ojca, który pierze pieluchy albo przewija dzieciaka. Nie znałem się na tym, poza tym przeważnie nie było mnie w domu. Kręciłem filmy na całym świecie, a to wiązało się z ciągłym brakiem obecności" – wyznaje w wywiadzie z "Faktem". Monika Richardson to znana polska prezenterka i dziennikarka. Z Piotrem Kraśko łączy ich nie tylko branża. Wyszło na jaw, że Richardson jest jego siostrą cioteczną. Paweł Domagała, znany aktor i wokalista, jest powiązany z innym polskim aktorem – Andrzejem Grabowskim – którego córka jest żoną Domagały. Jedna z najpopularniejszych polskich wokalistek – Edyta Górniak – nie ukrywa swoich romskich korzeni. Jednak nie każdy wie o tym, że wujkiem gwiazdy jest sam Don Vasyl.

Allan Krupa wrzucił zdjęcie z dziewczyną. Edyta Górniak nie omieszkała zareagować


Choć media mają wciąż w pamięci obraz syna Edyty Górniak jako małego, pociesznego chłopca, to czas biegnie nieubłaganie, a Allan jest już dorosłym mężczyzną. 18-latek odważnie stawia pierwsze kroki w show-biznesie i branży muzycznej. Wygląda na to, że w sprawach miłosnych również mu się układa. Ostatnio pokazał zdjęcie z dziewczyną, a mama zostawiła komentarz. Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej naTemat.pl >> Allan Krupa idzie w ślady swojej sławnej mamy Edyty Górniak Młody raper coraz chętniej udziela się w mediach społecznościowych Wygląda na to, że jego serce jest zajęte – ostatnio wrzucił zdjęcie z dziewczyną Syn Edyty Górniak i Dariusza Krupy w tym roku skończył 18 lat. Allan Krupa wcześniej wiązał swoją przyszłość z wojskiem. Kiedy wrócił ze Stanów Zjednoczonych do Polski, poszedł do liceum kadeckiego, czyli szkoły przygotowującej do zawodowej służby wojskowej. Chciał studiować na Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie i szkolić się w kierunku snajperskim. Jego plany się jednak zmieniły. Już w ubiegłym roku jedyny syn słynnej wokalistki oznajmił, że nie zamierza trudzić się egzaminem maturalnym ani studiami. – Ogólnie uważam, że studia to jest strata czasu. Uważam, że tak naprawdę studia nie są potrzebne, by coś osiągnąć w życiu – ocenił Krupa. – Na pewno chciałbym osiągnąć jakiś sukces związany z muzyką. Tak naprawdę pół życia pracuję na to – podkreślił. Allan, jak zapowiedział, tak zrobił. Poszedł w kierunku szlifowania muzycznego warsztatu. Chłopak wydał już dwa rapowe utwory ("Lambada" i "Dżentelmen") i wszystko wskazuje na to, że pracuje nad kolejnymi kawałkami. Allan Krupa zakochany? Pochwalił się zdjęciem z dziewczyną Odkąd Allan Krupa wkroczył w pełnoletność, nie tylko skoncentrował się na tworzeniu muzyki, ale także na pracy nad wizerunkiem. Przez ostatnie miesiące syn Górniak ćwiczył pod okiem trenera personalnego Leszka Klimasa. Z jego pomocą 18-latek w trzy miesiące zrzucił 15 kilogramów. Piosenkarka cieszy się, że Allan poszedł za jej radą, bo jeszcze w ubiegłym roku mocno zamartwiała się o jego stan zdrowia. – Jako matka patrzyłam z bólem, jak nadwaga zjada jego samopoczucie i poziom energii życiowej – wyznała Górniak. 18-latek zmienił nawyki ku uciesze mamy. – Allan był pod takim wrażeniem spotkania z Leszkiem Klimasem, że rozpoczął dietę tego samego dnia! Byłam w szoku. W trzy miesiące Allan pozbył się wszystkich toksyn i obciążających kilogramów – tak ostatnio metamorfozę pociechy komentowała dumna wokalistka na łamach "Faktu". Wygląda na to, że dzięki pracy nad sylwetką 18-latek zyskał także na pewności siebie. Allan zakochał się? Niedawno pochwalił się zdjęciem z dziewczyną. Uśmiechnięci zapozowali razem przed lustrem. Kadr z dziewczyną wzbudził spore zainteresowanie. "Ładna z Was para"; "Sztos"; "No Edyta coraz młodsza!" – reagowano na fotografię. Udzieliła się sama mama Allana. W sekcji komentarzy Górniak pozostawiła emotikon czerwonego serduszka, co może oznaczać, że kibicuje związkowi swojego syna.

Źródło: natemat.pl

Tajemniczy post Dawida Podsiadło. Artysta zapowiedział premierę nowej piosenki?


Dawid Podsiadło wrzucił na swój profil na Facebooku tajemniczego posta. Wszystko wskazuje na to, że już 12 września pokaże nowy kawałek. Fani w komentarzach nie kryją ekscytacji. Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej naTemat.pl >> Dawid Podsiadło wstawił na swój profil na Facebooku tajemniczego posta. Nie ma w nim nic poza grafiką w stylu anime oraz krótkim komunikatem "12.09/18:00". Pomimo zwięzłości, można się jednak domyślić, że w ten sposób artysta daje znać, że już 12 września pokaże nowy kawałek. Patrząc na styl, w jakim wykonana jest grafika, można podejrzewać, że chodzi o kolejny utwór nagrany razem z Darią Zawiałow, której ostatnia płyta "Wojny i noce" oprawą wizualną nawiązuje do japońskiej kultury. Artyści nagrali już wspólnie kawałek "Za krótki sen". Część fanów artysty ma jednak nadzieję, że Podsiadło wreszcie ogłosi datę premiery zapowiadanego na jesień albumu. "O człowieku, płyta nadciąga", "Matko jedyna Dawid, no czekaliśmy!", "Ile można czekać, kto to widział, a dajcie spokój" – czytamy w komentarzach. "Post" – ostatni solowy utwór Dawida Podsiadło Swój ostatni solowy utwór Podsiadło wypuścił pod koniec czerwca tego roku. "Post" to pierwsza piosenka z zapowiadanego na jesień czwartego albumu studyjnego artysty. Chociaż utwór ma skoczny charakter i pozytywne brzmienie, Dawid Podsiadło rozlicza się w nim z trudnymi tematami. Artysta porusza takie kwestie, jak hejt, hipokryzja, wścibskość, seksizm, homofobia czy ksenofobia – lista jest naprawdę długa. Podsiadło wskazuje, że część z tych cech związana jest z fasadową religijnością. Oto pełen tekst piosenki "Post" Dawida Podsiadło: Czy ona z nim spała Czy było bara-bara Wielce ciekawi mnie Post Czy staję na zakazach Czy płaci każdy mandat Na pewno nie Post Czy płaci alimenty Kupuje im prezenty Nie wydaje mi się Post Czy dalej dużo ćpa Jakie tatuaże ma Co za człowieka wrak Post A ja tu poszczę bo piątek Więc rybę mam na obiad Zemszczę się, pomszczę Niesprawiedliwy to idiota Więc ja tu poszczę, bo piątek Na straży, tu przy wrotach No weź nie wpuszczaj, Piotrek To sama jest hołota Nie będzie żaden Niemiec Czy inny cudzoziemiec Co dzień spluwał mi w twarz Post Zabierz te Pottery, te tęczowe rowery Weź mi to wszystko spal Post Zaczynam dziś odwierty Bo węgiel to diamenty Zimą będzie mnie grzał Post Kobieto weź nie pyskuj Na moim świecie dysku Masz mi rodzić i prać A ja tu poszczę bo piątek Więc na obiad mam pstrąga I Zemszczę się, pomszczę Niesprawiedliwe, to idiota Więc ja tu poszczę, bo piątek Na straży, tu przy wrotach Piotrek, no wpuść mnie do środka No weź mi niebo pokaż Rzucę kamieniem prosto w twoją twarz Nic o mnie nie wiesz, a ja ciebie znam W niebieskim niebie nie otworzą nam Bóg da zbawienie, ale tylko nam Rzucę kamieniem prosto w twoją twarz Nic o mnie nie wiesz, a ja ciebie znam W niebieskim niebie nie otworzą nam Bóg da zbawienie, ale tylko nam

Źródło: natemat.pl

Organizator forsę wziął, a koncertu nie było. Niektórzy dalej walczą o zwrot kasy za bilety


W szczycie pandemii koncerty były odwoływane lub przełożone na pewniejsze czasy. Te nadeszły, ale nie wszystkie imprezy dostały nowe daty, a ludzie — pieniądze za zwrócone bilety. Niektórzy czekają już rok lub dłużej na przelew. Dlaczego tak się dzieje? Przedstawiamy historię dwóch imprez z dwóch perspektyw: wkurzonych ludzi i bezradnych organizatorów. Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej naTemat.pl >> W 2020 i 2021 roku większość koncertów zupełnie odwołano lub przełożono - ze względu na pandemię i nałożone obostrzenia. Na dobrą sprawę dopiero w tym roku powróciły imprezy muzyczne, duże festiwale, a zagraniczne gwiazdy znów często goszczą w naszym kraju. Wiele osób nadal jednak nie doczekało się zwrotu pieniędzy za "stare" wydarzenia, które miały mieć miejsce na początku lub w trakcie pandemii. Na przykładach dwóch imprez pokażę, dlaczego organizatorzy nie wypłacają środków. Jeden ich po prostu nie ma, a drugi... zbankrutował. Co robić w takich sytuacjach? Na to pytanie odpowie UOKiK. Organizatorzy koncertów mieli beznadziejną sytuację w czasie pandemii - nie dość, że wprowadzano zakazy, to prognozy był na tyle niepewne, że nie wiadomo było, czy przekładać imprezy, czy odpuścić. Fani muzyki też byli w rozkroku: zacisnąć zeby i czekać na koncert w przyszłości czy oddać bilet i mieć spokój? Sporo osób decydowało się na tę drugą opcję. W czasie pandemii wprowadzono specjalne przepisy, które szły na rękę organizatorom – wydłużono okres zwrotu pieniędzy za bilety do 180 dni. I z reguły niedoszli koncertowicze, którzy np. postanowili zrezygnować z imprezy w nowym terminie, dostawali przelew bez problemu. Czasem się to mogło przedłużać, ale ostatecznie historia kończyła się happy endem. Są jednak przełożone koncerty, które wciąż się nie odbyły, a nabywcy nadal nie otrzymali należnych im pieniędzy. I nie wszystko jest też tak proste, jak się wydaje. Dlatego starałem się przedstawić też punkt widzenia i wyzwania postawione przed organizatorami. Niektórzy czekają rok na zwrot kasy za bilet. "Zrezygnowaliśmy, bo miałam być tuż po porodzie". Zwrot pieniędzy za "pandemiczne koncerty" to loteria, ale skłaniałbym się ku temu, że większość organizatorów dotrzymała umowy lub po prostu udało się im zrobić imprezę w nowym terminie. W moim przypadku poprosiłem o zwrot kasy za warszawski koncert HEALTH i pieniądze naprawdę do mnie wróciły w ramach ustalonego okresu (kupowałem przez aplikację Going). Z drugiej strony bilety działały nawet po dwóch latach. Kupiłem wejściówkę na koncert Jimmy Eat World w lutym 2020 r. (przez eBilet.pl), imprezę dwa razy przełożono, ale w końcu udało się go zorganizować w czerwcu tego roku i bawiłem się na niej świetnie. Do naszej redakcji zgłosiły się jednak osoby, które nie miały tyle szczęścia. Młode małżeństwo, z którym rozmawiałem, chciało się wybrać koncert muzyki filmowej Hansa Zimmera w kwietniu 2020 r. "Jeżeli dobrze pamiętam przełożyli go na początku na 2021 rok - nie odbył się. Potem na wrzesień 2022 i jeszcze czekaliśmy, ale po chwili przełożyli na grudzień 2022 r. Wtedy zrezygnowaliśmy, bo miałam być tuż po porodzie" - mówi moja rozmówczyni. Poprosiła o zwrot pieniędzy za bilety 14 kwietnia 2021 r., kiedy już wiedziała, że w przyszłości nie będzie mogła się wybrać ze względu na dziecko. Do tej pory jednak nie otrzymała 300 zł (2 bilety po 150 zł), a w wiadomościach dostaje jedynie złudną nadzieję. Takich osób jest zdecydowanie więcej. Wystarczy poczytać komentarze na stronach wydarzeń na Facebooku. Poniżej kilka przykładowych. Jedna z internautek już 2 lata czeka na zwrot, "a terminy są ciągle przesuwane do przodu". Tym niemniej, by oddać sprawiedliwość, widziałem też komentarze, w których ludzie dzielnie czekają na posłuchanie ulubionych utworów z filmów na żywo. Organizator: gdybyśmy mieli wolne środki, to oddalibyśmy je już dawno temu. Skontaktowałem się z producentem serii koncertów muzyki filmowej. Tomasz Sowa, założyciel TRINITY Media Entertainment Development, dał mi jasno do zrozumienia, że moja rozmówczyni i jej mąż (a także inni w podobnej sytuacji) możliwe, że będą musieli jeszcze poczekać na zwrot środków. Przekazał mi, że firma wznowiła dopiero działalność, koncerty odbędą się na jesieni, więc jest szansa na zrealizowanie zwrotów przed końcem 2022 roku. - Z czego miałem wcześniej je oddawać? Pieniądze zostały zamrożone w projekcie, który wiąże się ze zobowiązaniami. Gdybyśmy mieli wolne środki, to oddalibyśmy je już dawno temu. Wydarzenia są finansowane tylko ze sprzedaży biletów, nie dostajemy dotacji na koncerty - powiedział mi producent. Dopytałem, że skoro koncerty jeszcze się nie odbyły, to przecież pieniądze nie zostały wydane. Poza tym klienci mają prawo do otrzymania zwrotu, jeśli wydarzenie się nie odbyło w danym terminie ze względu na np. pandemię. Tomasz Sowa przyznał, że ostatnia taka sytuacja była po katastrofie smoleńskiej, kiedy przez żałobę narodową odwoływano imprezy. Nikt nie zrekompensował strat spowodowanych tamtym wypadkiem. Długi spłacał przez 5 lat. Teraz przewiduje, że może spłacać długi spowodowane pandemiczną polityką rządu nawet dwa razy dłużej. Jego firma nie załapała się na pomoc z Polskiego Funduszu Rozwoju, jak inni organizatorzy, ale w 2020 r. dostała kredyt na preferencyjnych warunkach, a w grudniu tego samego roku pieniądze z Funduszu Wsparcia Kultury – całość otrzymanych rekompensat była zaledwie na poziomie ok. 20 procent poniesionych strat związanych z pandemią. Jednak dzięki otrzymanemu wsparciu znalazły się środki na zwroty biletów dla osób, które jako pierwsze o to wnioskowały. - Do marca 2021 roku uregulowaliśmy zobowiązania, ale po kolejnych lockdownach, w obliczu braku kolejnych wypłat rekompensat rządowych, zabrakło funduszy na ten cel - przyznał. Dlatego też niektóre osoby, które po tej dacie wysłały prośbę o zwrot, jeszcze czekają. Firma planuje zrealizowanie wszystkich zwrotów do końca 2022 roku. Widzom jeszcze oczekującym pozostaje ewentualnie wybrać się na przełożony koncert, by skorzystać z zakupionych biletów. Fani czekają na zwrot środków, tymczasem organizator ogłosił upadłość. Są też jeszcze bardziej skomplikowane sytuacje: kiedy firma pośrednicząca w sprzedaży biletów chce oddać pieniądze, ale ma związane ręce, bo organizator imprezy zbankrutował w czasie pandemii. Mowa tu o projekcie Radzimir Dębski Hommage Krzysztof Penderecki, który zapełniłby sale koncertowe w kilku polskich miastach, ale całość stanęła w miejscu i nawet nie ma nowych poprzekładanych terminów. Tymczasem widzowie walczą o swoje pieniądze z aplikacją Going, przez którą kupili bilety. Poniżej screen zapytania jednego z niedoszłych koncertowiczów. Autor powyższego zgłoszenia powiedział mi, że pierwsze zapytanie o nowym terminie wysłał na początku roku. "Bo miałem nadzieję, że jednak koncert się odbędzie. Za każdym razem Going odpowiada, że kontaktuje się z organizatorem. Na stronie Going. jest lista zawieszonych/przełożonych koncertów i akurat ta trasa koncertowa nie ma nowego terminu. Kiedy wejdziemy na stronę Europejskiego Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego na Facebooku, to pod postami znajdziemy komentarze osób, które ciągle żyją nadzieją i dopytują o nowe daty. Agencją zajmuje się syndyk, ale jest plan alternatywny i powoli zwracane są pieniądze. Próbowałem się skontaktować mailowo z podanym na plakacie organizatorem (MyWay Fundacja Młodych Talentów), ale dostawałem komunikat z błędem. Strona też nie działa. Zwróciłem się więc do pozostałych podmiotów, które brały udział w tym wydarzeniu, ale nie w charakterze organizatora - oni też są w nieciekawej sytuacji. "Organizatorem projektu była Agencja MyPlace Sp. z o.o. Obecnie firma znajduje się w stanie upadłości i jest pod zarządem syndyka" - czytam w oświadczeniu podpisanym przez Management Radzimira Dębskiego (artysta miał wystąpić na koncertach), Europejskie Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego (patronowało wydarzeniom) oraz Going. (pośredniczyło w sprzedaży biletów). W międzyczasie Going. stara się odzyskać przelane upadłemu organizatorowi pieniądze. "Going Sp.z o.o. podejmuje wszelkie dostępne kroki prawne, mające na celu odzyskanie środków Klientów pochodzących ze sprzedaży biletów wypłaconych Agencji My Place Sp. z o.o w formie należnych zaliczek. Ponadto Going Sp. z o.o oświadcza, że w przypadku żądania zwrotu biletów dotrzymywane są przewidziane przepisami prawa terminy" - zapewniają. I faktycznie tak się zaczęło dziać - mój rozmówca poinformował mnie, że dostał przelew za oddany bilet. Trudno jednak powiedzieć, czy coś się ruszyło z syndykiem, czy pomogły komentarze w social mediach i moje maile. Nadal nie wiadomo, co z samym koncertem upamiętniającym Krzysztofa Pendereckiego, choć są plany na jego realizację w zmienionej formie. O tym za chwilę. Going. zmaga się hejtem, choć to nie oni zawinili. Zaczęli zwracać pieniądze, których nie mają. Going. został przyparty do muru - na firmę spłynął hejt, bo większość osób myślała, że to oni chomikują pieniądze i nie chcą ich oddać. Jak to wygląda od ich strony? Swój punkt widzenia przedstawia dyrektorka operacyjna Anna Maria Żurek. Moja rozmóczyni zapewnia, że Going. zwraca środki, których nie ma, gdyż upadłość MyPlace pochłonęła wszystkie zaliczki. Borykają się też z kryzysem wizerunkowym. Nie postawili jednak krzyżyka na koncertach Radzimir Dębski Hommage Krzysztof Penderecki. Projekt ma się odbyć w zmienionym kształcie z zupełnie innym organizatorem. "Wciąż nie ma wszystkich szczegółów, więc dalej zachęcamy do wstrzymania jeszcze chwilę, kiedy to zostaną odkryte wszystkie karty wraz z benefitami dla posiadaczy poprzednich biletów. Każdemu, kto jednak chce otrzymać zwrot, zostanie on zrealizowany tak, jak wcześniej wg regulaminu" - mówi Żurek. - Przy tej skali projektu i tak dużej liczbie posiadaczy biletów, odsetek osób, które chcą zwrócić bilet w stosunku do tych, którzy czekają, gdyż chcą uczestniczyć w koncertach Radzimira Dębskiego, jest naprawdę niewielki. Niezmiernie nas to cieszy, a Artystę i management inspiruje do dalszej pracy nad tym przedsięwzięciem - dodaje na koniec. Nie dostałem zwrotu pieniędzy za bilet na koncert. Co robić? Pandemia dała wszystkim popalić, a branża koncertowa była jedną z najbardziej pokrzywdzonych przez obostrzenia. Z jednej strony zdajemy sobie sprawę, że organizacja i promocja imprezy trwa miesiącami, a to kosztuje (bezwrotne środki na reklamę czy zaliczki dla artystów i obiektów). Z drugiej strony - każdy biznes zawsze jest obarczony jakimś niezaplanowanym ryzykiem jak np. zła pogoda czy choroba artysty. Kto jednak mógł przewidzieć lockdowny, które były co rusz znoszone i wznawiane i nikt nie wiedział, co nas czeka w przyszłości. Gdyby to chodziło o 20 zł, pewnie każdy machnąłby ręką, ale jeśli ktoś wyłożył stówę na bilet, to sytuacja jest inna. Patrząc na to wszystko z perspektywy samych kupujących, a także mówiąc bardzo brutalnie i kapitalistycznie, żadna z tych rzeczy... nie powinna ich obchodzić. Zapłacili za imprezę w danym terminie, ta się nie odbyła, więc przysługuje im zwrot pieniędzy za niezrealizowaną umowę. Zwróciłem się w tej sprawie do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Obecna sytuacja była wyjątkowa - na dobrą sprawę żaden z organizatorów ani koncertowiczów nie miał z nią nigdy wcześniej do czynienia. Stąd też wspomniany na początku okres 180 dni (a nie normalnych 14 dni). Miało to na celu umożliwić "przetrwanie" firmom, ale w praktyce, kiedy koronawirus szalał przez 2 lata, to i tak było za krótko. Dlatego też niektóre agencje zbankrutowały, jak ta wymieniona w artykule. Ok, znamy już prawo, ale co mamy robić, gdy mija pół roku (albo i kilka razy tyle), a my nadal nie otrzymaliśmy zwrotu za bilet? UOKiK zaleca po prostu kontakt z najbliższym rzecznikiem konsumenta, który powinien pomóc nam odzyskać pieniądze. Nie ma jednak niestety gwarancji, że nam się powiedzie. - Każdy przypadek należy analizować indywidualnie, w związku z tym zachęcamy do udania się po pomoc do miejskiego lub powiatowego rzecznika konsumentów oraz złożenia skargi na praktyki takiego przedsiębiorcy do UOKiK. Jeśli chodzi o bankructwo przedsiębiorcy, każdą tego typu sprawę należałoby badać również ad casum. W tych sytuacjach zastosowanie znajdą przepisy prawa upadłościowego - poinformował mnie Departament Komunikacji UOKIK. Jeśli więc nie mieliśmy takiego pecha, że organizator zwinął swój biznes, zawsze możemy odsprzedać komuś bilet. Biorąc jednak pod uwagę obecną inflację, nie tak szybko kupimy wejściówkę na imprezę za cenę z 2019 czy 2020 roku, więc może jednak warto się wstrzymać lub po prostu iść na koncert. O ile rzecz jasna rządzący dotrzymają słowa i nawet w przypadku kolejnych fal pandemii nie będą już wprowadzać tak surowych obostrzeń.

Tagi: Doda
Źródło: natemat.pl

Polacy nie chcą koncertów Watersa w Polsce. "Nie można być za rzezią niewinnych ludzi"


Rogers Waters ogłosił dwa koncerty, które ma zagrać w przyszłym roku w Polsce z okazji trasy "This Is Not A Drill". Polacy niespecjalnie jednak ucieszyli się z możliwości zobaczenia na żywo legendy rocka i wypomnieli jego skandaliczne poglądy na temat Ukrainy. Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej naTemat.pl >> Roger Waters zapowiedział, że zagra w 2023 roku dwa koncerty w Polsce w ramach trasy "This Is Not A Drill". Polacy nie ucieszyli się jednak z możliwości zobaczenia na żywo współzałożyciela Pink Floyd. Rodacy wypomnieli mu prorosyjskie poglądy i zasugerowali, żeby zagrał u "Władimira Putina". Polacy nie chcą Rogera Watersa w Polsce Były wokalista i współzałożyciel Pink Floyd niedawno wyruszył w trasę koncertową "This is Not A Drill". Roger Waters ogłosił, że w 2023 ruszy z nią po Europie i da także dwa koncerty w Polsce. Każdy z nich odbędzie się w Tauron Arenie w Krakowie – pierwszy 21, a drugi 22 kwietnia. Sprzedaż biletów rozpocznie się już 16 września o godz. 10. Polacy nie ucieszyli się jednak szczególnie z możliwości zobaczenia na scenie legendy rocka. Wszystko przez kontrowersyjne poglądy muzyka na temat Rosji oraz wojny w Ukranie. Rogers już wiele lat temu poparł m.in. aneksję Krymu. Pod artykułami informującymi o przyjeździe muzyka do Polski pojawiło się wiele negatywnych komentarzy. "Niech gra u swojego kolegi Putina", "Gilmour mógłby zagrać wreszcie w Krakowie zamiast tego kacapa", "Lepiej pieniądze na bilet zainwestować w amunicję dla Ukrainy" – pisali internauci. "Stary dziad odklejony od rzeczywistości, jawnie popierający wojnę wywołaną przez Putina, przyjeżdża do mojego miasta, do mojego kraju pomagającego Ukrainie, głosić swoje poglądy? Można być za lewicą, prawicą, pomiędzy, ale nie można być takim s****nem, żeby być za rzezią niewinnych ludzi" – czytamy dalej. Kontrowersyjne wypowiedzi współzałożyciela Pink Floyd Współzałożyciel Pink Floyd od jakiegoś czasu cały czas wywołuje skandale swoimi prorosyjskimi wypowiedziami. Niedawno wystosował list otwarty do Pierwszej Damy i żony prezydenta Wołodymyra Zełenskiego Ołeny Zełenskiej. Muzyk napisał w nim między innymi, że potępia działania Zachodu skierowane ku Ukrainie oraz że dostarczenie okupowane krajowi broni to "tragiczna pomyłka". Dodał również, że jego zdaniem USA "już zadeklarowały zainteresowanie tym, aby wojna trwała jak najdłużej". Poza tym były wokalista i współzałożyciel Pink Floyd uważa, że Ukraina jest rządzona przez "siły skrajnego nacjonalizmu". Odpowiedź Zełenskiej była krótka, i dobitna. "To Rosja najechała Ukrainę, niszczy miasta i zabija cywilów. Ukraińcy bronią swojej ziemi i przyszłości swoich dzieci" – przekazała za pośrednictwem swoich mediów społecznościowych Pierwsza Dama.

Tagi: Doda, Pink
Źródło: natemat.pl

Między Justyną Steczkowską a Markiem Piekarczykiem wybuchł konflikt. "Jak można..."


W muzycznym show TVP emocji dostarczają nie tylko występy uczestników, ale również interakcje trenerów. Niedawno ruszyła 13. edycja popularnego programu Telewizji Polskiej "The Voice of Poland". Za nami premiera pierwszego odcinka, a między Steczkowską i Piekarczykiem już robi się gorąco. Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej naTemat.pl >> Ruszyła 13. edycja muzycznego show Telewizji Polskiej "The Voice of Poland" Do składu trenerów obok Justyny Steczkowskiej, Marka Piekarczyk, Tomsona i Barona dołączyła Lanberry Na etapie "Przesłuchań w ciemno" trenerzy walczą o uczestników wszystkimi możliwymi sposobami Marek Piekarczyk vs. Justyna Steczkowska Na obrotowych fotelach Marek Piekarczyk i Justyna Steczkowska zasiadają już po raz piąty. Nowicjuszką w tej roli została Lanberry, która dołączyła do trenerów w tej edycji. Tomson i Baron zaś są zdecydowanie nestorami w tym składzie, bo na swoim koncie mają aż 11 edycji programu. Mimo że trenerzy znają się od lat, to z każdą kolejną edycją między Steczkowską a Piekarczykiem dochodzi do coraz większych spięć. Po zapowiedzi kolejnego odcinka 13. edycji programu można zauważyć, że rozmowy pomiędzy nimi bywają bardzo dosadne. – Kocham cię Marek, ale jak można powiedzieć uczestnikowi, który przyszedł do programu "ja bym nie ćwiczył". To tak jak powiedzieć Lewandowskiemu, żeby przestał ćwiczyć, bo i tak gra w piłkę bardzo dobrze i strzela bramki. Ratunku! Dlaczego mu mówisz takie rzeczy... – zdenerwowała się Steczkowska. Uszczypliwe komentarze – Nie zauważyłem niestrojenia. To Justyna ma takie wyczulenie. Ma taki komputer" – powiedział do jednego z uczestników Piekarczyk. – Marek, ty tego nigdy nie zauważasz, to jest ciekawe – odwdzięczyła się trenerka. – Popełniła błąd, i tu w tym momencie inteligencja ją zawiodła i wyczucie. Poszła do Justyny – stwierdził wokalista TSA, po tym jak jedna z uczestniczek wybrała Steczkowską na swoją trenerkę. Marek Piekarczyk, będąc w "Pytaniu na Śniadanie" odniósł się do relacji z koleżanką po fachu. – To nie jest tak, że przykleili nas do foteli i mamy napisane na karteczkach role. Jesteśmy sobą. Polemika jest potrzebna. Bez niej nie dojdziemy do żadnej prawdy i żadnych wniosków – skomentował 71-letni rockman. Kiedy i gdzie oglądać "The Voice of Poland" W najbliższą sobotę o godzinie 20:00 zostaną wyemitowane kolejne dwa odcinki i będziemy mogli oglądać dalsze "Przesłuchania w Ciemno". Po raz pierwszy w historii show realizatorzy postanowili poszukać muzycznych talentów poza granicami, a dokładniej na Wileńszczyźnie. 17 września, tydzień później – wyemitowane zostaną aż trzy ostatnie odcinki "Przesłuchań w Ciemno". To właśnie wtedy poznamy pełne składy drużyn: Marka Piekarczyka, Lanberry, Tomsona i Barona i Justyny Steczkowskiej. Do tej pory trzykrotnie doszło do sytuacji kiedy Steczkowska i Piekarczyk obrócili swoje fotele jednocześnie, a także Lanberry oraz Afromental. Raz wygrała Justyna, w przypadku pozostałych uczestników wybierali oni Tomsona i Barona lub Lanberry.

Nie będzie słodkiego, miłego życia. Mamy oświadczenie Skawińskiego z Kombii po unijnym wyroku


Żaden inny rozłam zespołu nie wywołuje takich emocji jak w przypadku Kombi i Kombii. Oba zespoły ciągle koncertują i wydają płyty, a niektórzy słuchacze ciągle drapią się po głowie i zastanawiają, o co w tym wszystkim chodzi. Jakby tego było mało, teraz doszedł nowy wyrok sądu – i to z Luksemburga. Publikujemy oświadczenia obu zwaśnionych stron. Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej naTemat.pl >> Na rynku muzycznym funkcjonują i świetnie sobie radzą dwa zespoły: Kombi ze Sławomirem Łosowskim (klawiszowiec i założyciel pierwszego składu) oraz Kombii z Grzegorzem Skawińskim i Waldemarem Tkaczykiem (byli też członkami oryginalnej grupy) Konflikt jednak przeniósł się ze sceny do sądu. Sławomir Łosowski przegrał sprawę przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) dotyczącą znaku towarowego "KOMBI" W oświadczeniach obu zespołów możemy dowiedzieć się, o co tak naprawdę poszło. Padły bardzo mocne słowa W tym artykule nie będziemy skupiać się na przyczynach istnienia dwóch zespołów o bliźniaczo brzmiącej nazwie. Historię opisałem w artykule o Kombi i Kombii - ta zresztą jest coraz bardziej znana i coraz więcej osób wie, że to nigdy nie jest literówka na plakacie. Kiedy wydawało się, że tak musi być, a muzycy zaczęli żyć w zgodzie ze sobą (ale oddzielnie), nagle usłyszeliśmy u wyroku sądu w Luksemburgu ws. znaku towarowego "KOMBI". I tutaj wszystko się komplikuje. Od czego zaczął się spór o znak towarowy "KOMBI"? Tak naprawdę nie chodzi o to, że Sławomir Łosowski nie może już używać tej nazwy zespołu. Sprawa dotyczy bowiem znaku towarowego (dokładnie "KOMBI" nr EUTM-012534491, jeśli ktoś jest drobiazgowy), a nie samej nazwy. Póki co muzycy Kombi(i) nie są tak skłóceni, jak np. De Mono. Przypomnę, że w 2021 roku zakończył się 14-letni spór - na niekorzyść Marka Kościkiewicza. Muzyk, w przeciwieństwie do Andrzeja Krzywego i Piotr Kubiaczyk, nie może grać już pod tą nazwą. Obecny spór zaczął się w 2014 roku - rok po tym, jak Sławomir Łosowski zaczął grać jako "Kombi Łosowski" (teraz razem z nowym zespołem koncertuje jako Kombi, ale zawsze stara się akcentować odrębność od Kombii). Wystąpił wtedy o rejestrację unijnego znaku towarowego "KOMBI". Przypuszczam, że po prostu chciał się zabezpieczyć na wszelki wypadek, gdyby druga strona chciała zrobić to samo. "Grzegorz Skawiński się temu sprzeciwił i wystąpił do Urzędu Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej z wnioskiem o unieważnienie prawa do unijnego znaku towarowego przysługującego rywalowi. Osiągnął swój cel, ale Sławomir Łosowski nie dawał za wygraną i skierował sprawę do Trybunału Sprawiedliwości" - przypomina strona internetowa programu "Co za tydzień". Oświadczenie Kombi Sławomira Łosowskiego. W środę założyciel oryginalnego Kombi przegrał sprawę w Luksemburgu, a pełną treść wyroku możecie przeczytać tutaj. Skontaktowałem się w tej sprawie ze Sławomirem Łosowskim, ale muzyk odmówił komentarza. Odesłał mnie za to do pisma z oświadczeniem swojego mecenasa Krzysztofa Czuby, którego fragmenty publikuję poniżej. Mecenas potwierdza, że spór przed TSUE dotyczył tylko jednego znaku towarowego, tj. unijnego słownego znaku towarowego, o którym wcześniej wspomniałem, a nie prawa do nazwy "KOMBI". To dwie różne rzeczy i dlatego trudno to na pierwszy rzut oka ogarnąć. W dalszej części oświadczenia możemy przeczytać, że drużyna Sławomira Łosowskiego przyznaje, że mimo tego, to do nich powinna należeć nazwa "Kombi" (stylizowane na "KOMBI"). Co na to Kombii? Oświadczenie Grzegorza Skawińskiego i Waldemara Tkaczyka Zupełnie inne zdanie mają muzycy z Kombii: Grzegorz Skawiński i Waldemar Tkaczyk. Zaznaczają, że wyrok Sądu Unii Europejskiej w definitywny sposób przesądził, że "p. Sławomir Łosowski nie może posługiwać się nazwą KOMBI jako znakiem towarowym, podtrzymując tym samym wcześniejsze decyzje Urzędu Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) unieważniające rejestrację tego znaku na jego rzecz". Muzycy Kombii mają nadzieję, że "wyrok Sądu Unii Europejskiej będzie respektowany zarówno przez p. Sławomira Łosowskiego jak i przez organizatorów koncertów, festiwali i innych imprez artystycznych, a także podmioty zajmujące się promocją i dystrybucją nagrań muzycznych". W dalszej części oświadczenia twierdzą, że Sławomir Łosowski, grając jako KOMBI, będzie to robił bezprawnie. Ostrzegają też organizatorów imprez. Można z tego rozumieć, że obie nazwy są na tyle podobne, że może dochodzić do naruszenia prawa. W tym wypadku używanie znaku KOMBI godzi we właścicieli zarejestrowanego znaku towarowego KOMBII. Łosowski może używać nazwy, ale według oświadczenia nie może pod nią grać imprez. Istny paradoks. Najprostszym rozwiązaniem byłby więc powrót do pierwszej nazwy nowego zespołu słynnego klawiszowca, czyli "Kombi Łosowski", ale czy z tego skorzysta? Tego nie wiemy. Skawiński i Tkaczyk mają też nadzieję, że nie będą zmuszeni do "dochodzenia ochrony naszych praw i roszczeń z tytułu ich naruszenia od osób, które opierają się na zapewnieniach i oświadczeniach p. Sławomira Łosowskiego co do praw do nazwy KOMBI, które rzekomo tylko mu przysługują". Na koniec zarzucają dawnemu koledze, że zakłamuje historię zespołu. Sprawa, nad którą się teraz pochylamy, miała na początku wymiar raczej stricte biznesowy - większość przedsiębiorstw (a zespół sprzedający płyty czy grający koncerty nim w pewnym sensie jest) rejestruje przecież swoje znaki towarowe. Z rozmów, które wcześniej przeprowadziłem, a o których nie mogę napisać oficjalnie, uznałem, że fani obu kapel mogli spać spokojnie. Patrząc jednak na ostatnie działania nie byłbym tego taki pewien.

Źródło: natemat.pl

"Świat już nigdy nie zobaczy takiej jak ona". Stallone, Elton John, Mick Jagger żegnają królową


Informacja o śmierci królowej Elżbiety II, która obiegła wczoraj cały świat, wywołała poruszenie. Zarówno Brytyjczycy, jak i obywatele innych państw są pogrążeni w żałobie po odejściu monarchini. Światowi przywódcy ślą kondolencje do rodziny królewskiej. Ikony popkultury także wspominają zmarłą w poruszających słowach. Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej naTemat.pl >> Królowa Elżbieta II zmarła 8 września w Balmoral. Miała 96 lat Świat jest wstrząśnięty wiadomością o odejściu monarchini Stallone, Elton John, Mick Jagger i wiele innych polskich oraz zagranicznych gwiazd żegna królową Nie żyje królowa Elżbieta II Sekretarz brytyjskiej królowej powiedział: "London Bridge is down". To słowa, które oznaczają rozpoczęcie przewidzianych dworskim protokołem procedury związane ze śmiercią monarchini. Elżbieta II odeszła 8 września 2022 roku po południu, w Pałacu Balmoral, w Szkocji. Tymczasem w sieci pojawia się mnóstwo wspomnień i archiwalnych zdjęć królowej. Elton John żegna królową Elżbietę II. Podzielił się swoimi wspomnieniami Sir Elton John, jeden z najsłynniejszych angielskich piosenkarzy i pianistów, opublikował w mediach społecznościowych wyjątkowy wpis. Artysta w poruszający sposób zareagował na wieść o śmierci Elżbiety II. "Wraz z całym narodem jestem głęboko zasmucony wiadomością o odejściu Jej Wysokości Królowej Elżbiety. Była inspirującą postacią, która prowadziła kraj przez niektóre z naszych najwspanialszych i najczarniejszych momentów z wdziękiem, przyzwoitością i autentycznym ciepłem. Królowa Elżbieta była ważną częścią mojego życia od dzieciństwa do dziś i będzie mi jej bardzo brakowało" - napisał.  Elton poznał monarchinię w latach 70., podczas kolacji w zamku. W kolejnych latach zapraszany był tam wielokrotnie. W 1998 roku Elżbieta II pasowała artystę na rycerza i tym samym przemianowała go na Sir Eltona Johna. Mick Jagger i Ozzy Osbourne reagują na wieści o śmierci królowej Brytyjska królowa była też ważna dla wokalisty The Rolling Stones. Sir Mick Jagger pasowany przez monarchinię zamieścił w mediach społecznościowych post. "W moim dzieciństwie pamiętam, jak oglądałem jej uroczystości ślubne w telewizji. Pamiętam ją jako piękną młodą damę i kochaną babcię narodu" - wspomina rockowy wokalista. Swój komentarz do zaistniałej sytuacji zostawił także Ozzy Osbourne. Legendarny wokalista Black Sabbath przyznał na Instagramie, że opłakuje wielką stratę. "Wraz z moim krajem opłakuję odejście naszej największej Królowej. Z ciężkim sercem myślę o Anglii bez królowej Elżbiety II" - czytamy. Filmowa królowa Elżbieta, Helen Mirren również wstawiła pożegnalny wpis "Jestem dumna, że jestem elżbietanką. Opłakujemy kobietę, która z koroną czy bez, była uosobieniem szlachetności" - napisała w mediach społecznościowych Helen Mirren, która zdobyła Oscara za tytułową rolę w filmie "Królowa" z 2006 roku. J.K. Rowling wyraziła swój smutek po śmierci Elżbiety II Na Twitterze wpis zamieściła także autorka powieści o Harrym Potterze - J.K. Rowling. "Niektórzy mogą uznać ten brytyjski szok i żal za osobliwy lub dziwny, ale miliony poczuły sympatię i szacunek dla kobiety, która bez skrępowania wypełniała swoją konstytucyjną rolę przez 70 lat. Większość Brytyjczyków nigdy nie znała innego monarchy, więc jest ona nicią przewijającą się przez całe nasze życie. Do końca życia wypełniała swoje obowiązki wobec kraju i stała się trwałym, pozytywnym symbolem Wielkiej Brytanii na całym świecie. Zasłużyła na swój odpoczynek" - przyznała pisarka. Sylvester Stallone poruszony po odejściu brytyjskiej królowej. "Świat już nigdy nie zobaczy takiej jak ona" Sylvester Stallone znany jest z żelaznej dyscypliny i silnego charakteru. Nie widzi więc fakt, że królowa Elżbieta II była dla niego autorytetem. Gwiazdor miał też okazję się z nią spotkać. "Niech ta wybitna królowa spoczywa w pokoju. Świat już nigdy nie zobaczy takiej jak ona" - napisał w najnowszej publikacji na Instagramie. Polskie gwiazdy żegnają Elżbietę II Mateusz Damięcki miał okazję zobaczyć królową Elżbietę II na żywo w 2017 roku. Teraz opublikował na Instagramie obszerny wpis, w którym w nieco ironicznym tonie przywołał tamtą sytuację. "Dopchałem się do ogrodzenia. Tuż za nim stał zwrócony w stronę gapiów wielki telebim, z którego dostojnie spoglądała sama Królowa. To znaczy nie sama. Stał koło Niej Jej małżonek. (...) Królowa tymczasem trzymała w dłoniach znicz Igrzysk Wspólnoty Narodów" - czytamy w relacji. "Oto bowiem za chwilę miał zgodnie z tradycją zapłonąć ogień podany Królowej przez jednego ze sportowców biorących udział w tej dziwnej dla 'reszty świata' imprezie - jednym z niewielu pozostałych przy życiu, nadal z taką pieczołowitością kultywowanych reliktów dawnego Imperium. (...) I wtedy właśnie to się stało. Wiem to. Nawet zrobiłem zdjęcie (zdjęcie nr 2) ale wyszło niezbyt dobrze, nieostro i nie może w żadnym stopniu posłużyć za dowód. Królowa spojrzała na mnie! Prosto na mnie. I uśmiechnęła się. W sensie spojrzała w moją stronę. W sensie w stronę grupy, której byłem częścią. W sensie na tłum" - opisywał aktor. Na dłuższe pożegnanie królowej pozwoliła sobie także dziennikarka Anna Kalczyńska. Podzieliła się zdjęciem, które chwyta ją za serce. "Służba. Obowiązek. Oddanie Królestwu. Wzrusza mnie to zdjęcie, na którym Królowa Elżbieta Druga pozdrawia poddanych. Dziś pożegnała ich po raz ostatni. RIP Wasza Królewska Mość. Będziemy tęsknić, bo była Pani częścią naszego życia, bez względu na to, gdzie żyjemy" - podkreśliła.

Harry Styles przerwał koncert, by oddać hołd królowej. Nie musiał długo namawiać publiczności


Harry Styles jest brytyjskim gwiazdorem popu, który teraz koncertuje w Stanach Zjednoczonych. Przed jednym z występów dowiedział się o śmierci Elżbiety II. W czasie swojego show postanowił oddać nietypowy hołd królowej, a zgromadzona publiczność odpowiedziała mu gromkimi brawami. Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej naTemat.pl >> Harry Styles to jeden z najpopularniejszych współczesnych muzyków. Fani zabijają się (nie dosłownie) o bilety na jego koncerty Jest też aktorem, którego zobaczymy niedługo w filmie "Nie martw się, kochanie". Jego reżyserką jest Olivia Wilde - prywatnie partnerka muzyka 28-letni Styles urodził się w angielskim Redditch. W czasie ostatniego koncertu w Madison Square Garden postanowił uhonorować zmarłą królową Elżbietę II Królowa Elżbieta II zmarła 9 września po południu w szkockim Balmoral. "Odeszła w spokoju" - przekazały służby prasowe rodziny królewskiej. Elżbieta II panowała Wielką Brytanią przez 70 lat. Przywódcy z całego świata wyrażają smutek i składają kondolencje w związku z jej. Głos zabrali m.in. Joe Biden, Emmanuel Macron oraz Justin Trudeau. Śmierć królowej, to koniec pewnej epoki, ale i mnóstwo zmian w pałacu Buckingham. Nowym królem został Karol, który teraz będzie Karolem III. Jego następcą będzie książę William, który wraz z księżną Kate właśnie otrzymali nowe tytuły. Harry Styles oddał nietypowy hołd zmarłej królowej Elżbiecie II. Królową żegnają też brytyjscy muzycy. W mediach społecznościowych możemy zobaczyć pożegnalne posty Micka Jaggera, Iron Maiden czy Paula McCartneya. Hołd złożył też Harry Styles z nowej generacji gwiazd z Wielkiej Brytanii. Młody artysta najpierw zachęcał publiczność w nowojorskim Madison Square Garden do tego, by się bawili, jak tylko mogą. Potem jednak na chwilę wstrzymał się z graniem, by wspólnie oddać hołd zmarłej. Zrobił to w swoim stylu: zamiast tradycyjnej minuty ciszy, poprosił publiczność o coś innego. Fani odpowiedzieli na jego prośbę okrzykami i gromkimi brawami. Poniżej możecie zobaczyć nagranie z tego momentu koncertu Harry'ego Stylesa. Harry Styles - o tej gwieździe muzyki jest ostatnio bardzo głośno. O byłym wokaliście One Direction zawsze dużo się mówiło, ale w ostatnim czasie, jest go jakby więcej. Brytyjski idol w przyszłym roku zawita do Polski, by zagrać na Stadionie Narodowym w Warszawie. Bilety na koncert Harry'ego Stylesa występ rozeszły się jak nawet nie ciepłe, ale rozpalone do czerwoności bułeczki. Pomimo tego, że ceny wejściówek przyprawiają o zawrót głowy, w kolejce czekają tysiące fanów. Harry Styles rozwija się także jako aktor. Widzieliśmy go w "Dunkierce", na chwilę mignął w "Eternals", a teraz będzie gwiazdą filmu swojej partnerki Olivii Wilde. I właśnie o "Nie martw się, kochanie", który miał premierę na festiwalu w Wenecji, media rozpisują się codziennie - głównie w kontekście afer, o których możecie przeczytać w artykule Mai Mikołajczyk.

Kopczyński wyprowadził się od Markowskiej? "Przechodzą kryzys w związku"


Patrycja Markowska i Jacek Kopczyński związali się ponad 15 lat temu. W ich relacji przez ten czas nie brakowało burzliwych momentów. Według medialnych doniesień para w ostatnim czasie przechodzi kryzys. Aktor miał się nawet wyprowadzić z domu. Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej naTemat.pl >> Patrycja Markowska i Jacek Kopczyński nie mieszkają już razem - dowiedział się portal Plejada To aktor miał opuścić ich wspólne gniazdo. Mimo wszystko ma utrzymywać dobry kontakt z synem Markowska i Kopczyński poznali się w 2006 r. Aktor był wtedy w związku z kimś innym. Pół roku później rozwiódł się z dotychczasową partnerką i postawił wszystko na jedną kartę. Zaprosił wokalistkę na wycieczkę do Meksyku. Tam narodziła się między nimi bliższa relacja. W 2008 roku powitali na świecie syna Filipa. – Bolały oszczerstwa, kiedy my zaczynaliśmy być razem. I mówiono, że rozbiłam Jackowi związek i tak dalej. To mnie wtedy naprawdę bolało – mówiła w jednym z wywiadów córka Grzegorza Markowskiego. Czytaj także: Patrycja Markowska wspomina kryzys w związku. "Absolutnie się tego nie wstydzę" Dodała, że nie była gotowa na tyle niemiłych słów kierowanych w jej stronę. – Ja czuję sympatię ludzi i naprawdę przestałam się już tym wszystkim przejmować, po prostu. Naprawdę, mówię zupełnie szczerze. Mam fajną rodzinę – zaznaczyła. Oboje latami starali się utrzymać te dobre relacje. – Z Jackiem jesteśmy tyle lat, walczymy o ten związek. Ja gdzieś powiedziałam w wywiadzie, że byliśmy na terapii. No to wiadomo, że to fajnie podkręcić od razu i wyjąć. Ale absolutnie się tego nie wstydzę – wyznała piosenkarka. Wiadomo jednak, że często dochodziło między nimi do spięć. — Nie znamy recepty na idealne partnerstwo. Byliśmy na wielu zakrętach, jednak zawsze walczyliśmy o siebie. Paradoksalnie to, co nas łączy, często sprowadza burze. Oboje mamy artystyczne dusze, jesteśmy nadwrażliwcami, lecz mimo tego całego szaleństwa, które dzieje się wokół, nasz dom traktujemy jak pewnego rodzaju twierdzę i azyl — wyznał przed laty Jacek Kopczyński. Kryzys u Markowskiej i Kopczyńskiego Wiele wskazuje na to, że artyści ponownie przeżywają trudniejszy okres w swoim związku. Jak podaje Plejada, choć spędzili wspólnie wakacje nad Bałtykiem, to ich kontakt miał być ograniczony do minimum. Aktor publikował nawet zdjęcie z urlopu na Instagramie. Pozował do nich z synami, którym podziękował za wspólny czas, nie wspominając przy tym o swojej partnerce. Portalowi udało się ustalić, że po powrocie z Helu Kopczyński wyprowadził się ze wspólnego domu pary na warszawskim Wilanowie. Artysta ma mieć jednak kontaktować się z pierworodnym. Wspomnijmy, że ze starszym dzieckiem także stara się nie zaniedbywać relacji. - Jacek rzucił się w wir pracy na planach serialu "M jak miłość" i "Jagiellonowie". Ma też dużo prób w teatrze - przekazał Plejadzie informator z otoczenia wokalistki i aktora.

Źródło: natemat.pl

Nowy Teatr: Kae Tempest zawita do Polski. Pisze poezję i ją rapuje


Kae Tempest to niebinarnu artystu, któru swoim talentem zdołału w bardzo młodym wieku skraść serca milionom ludzi. Jenu poezja to synergia zwiewnego liryzmu i ulicznego rapu (tzw. spoken words). – Przestałum mieć nadzieję, uczę się ufać; pozwól mi dawać miłość, otrzymywać miłość i być tylko miłością – brzmi jeden z utworów poetu. Niebawem jenu twórczość zawita z koncertem do Polski. Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej naTemat.pl >> Kae Tempest to raperu, performeru i artystu nurtu spoken words, który już we wrześniu da koncert w Nowym Teatrze w Warszawie. Twórczość niebinarnego poetu z Wielkiej Brytanii skupia się na tematach miłości, mitologii i społecznych bolączek. Muzyku rapuje większość swoich wierszy. Tempest dokonału coming outu dwa lata temu, nazywając ten proces czymś pięknym, ale zarazem skomplikowanym. W tekście użyte zostały zaimki bezpłciowe - tzw. dukaizmy. Poezja w rytmie rapu Kae od dziecka lubiłu słuchać, jak inni opowiadali mu historie, i czytać klasyki literatury takie jak anarchistyczne dzieła Ursuli Le Guin lub dystopijne lektury spod pióra George’a Orwella. W jenu sercu od zawsze tliła się niepowstrzymana chęć snucia własnych opowieści, mówienia ludziom prawdy o życiu. Rymy, wszędzie doszukiwału się rymów, do których miłość zakorzeniła w num babcia. Fascynacja mitami (w końcu wielcy pisarzy tacy jak William Butler Yeats musieli czerpać skądś inspiracje), wiecznie niezaspokojony głód wiedzy i ciekawości świata, a także zderzenie z szarą rzeczywistością, w której musisz harować, by mieć co włożyć do garnka - te motywy przewijają się przez twórczość Kae, która klimatem przypomina poniekąd urban fantasy. Zamiast recytować wiersze w klasyczny sposób Kae woli robić to za pomocą rapu. Jenu styl spodobał się wykładowcom prestiżowej państwowej szkoły Brit School, w której, mając zaledwie 16 lat, poetu mogłu doskonalić swój warsztat. W wieku 20 lat Kae Tempest odkryłu wiersze Williama Blake'a - "Małżeństwo Nieba i Piekła" rezonuje w jenu sztuce do dziś. Odtąd w swoich utworach zaczęłu częściej poruszać temat miłości i pragnień, których nie da się zmusić do posłuszeństwa. – Wierzę, że u podstaw większości problemów, jeśli nie wszystkich problemów, z którymi się borykamy, tylko w naszym maleńkim, zatomizowanym życiu, leży brak miłości – wyznału Kae w rozmowie z portalem High Profiles. Potęga emocji zderzyła się w wierszach performeru z kwestiami biedy, konsumpcjonizmu i nierówności społecznych. Dla przykładu: w swojej debiutanckiej sztuce "Wasted" Kae opisału historię grupki dwustoparoletnich przyjaciół, którzy spotkali się po latach, by wspólnie opłakiwać śmierć kumpla. Z początku krytycy nie byli przekonani co do przesłań, jakie za pomocą liryzmu stara się przekazać publiczności Tempest. Wpierw nazywano nu "białym raperem" bez pomysłu na siebie, by po pewnym czasie okrzyknąć nu geniuszem swojego pokolenia. Od występów w sklepie z hip-hopowymi kasetami i na open mike'ach w londyńskich barach, przez dołączenie do line-upu jednego z największych festiwali muzycznych w Europie, Glastonbury, a kończąc na wystawieniu "Brand New Acients" w gmachu Battersea Arts Centre. Lata 2013-2016 były dla kariery Kae najbardziej przełomowe. Wspomnianą sztukę z oksymoronem w tytule "The Guardian" podsumował tymi słowami: "Nagle wydaje nam się, że nie jesteśmy w teatrze, a w kościele. Zebrani wokół paleniska słuchamy pradawnych historii, które pomagają nam nadać sens naszemu życiu. To, co oglądamy, jest czymś świętym". Poza teatrem w sercu Tempest znalazło się również miejsce dla muzyki. Na swoim koncie ma już trzy albumy studyjne (dwa z nich były nawet nominowawe do nagrody Mercury Pize): "Everybody Down (2014), "Let Them Eat Chaos" (2016) i "The Book of Traps and Lessons"(2019). W 2022 roku światło dzienne ujrzała czwarta płyta Kae nosząca tytuł "The Line Is a Curve". W sobotę 24 września 36-letni artystu zagości na scenie warszawskiego Nowego Teatru z występem otwierającym trasę koncertową promującą krążek, a także inaugurującym 3. edycję Międzynarodowego Festiwalu Nowa Europa. Ucieczka do przodu. – "The Line Is a Curve" jest o odpuszczaniu. O poddaniu się, zamiast poczucia wstydu, lęku, izolacji. O zrozumieniu cyklicznej natury czasu, wzrastania, miłości. Mam nadzieję, że to odpuszczanie jest wyczuwalne na całej płycie. W muzyce, brzmieniu instrumentów, słowach, przekazie, oprawie graficznej. W tym, jak kończy się tam, gdzie się zaczyna, i zaczyna tam, gdzie się kończy – tak o swoim magnum opus (recenzje krytyków mówią same za siebie) opowiada Tempest. Polacy mogą spodziewać się zatem wydarzenia, które na długo zaspokoi ich pragnienie obcowania ze sztuką. Bilety trafiły już do sprzedaży, a ich ceny podano na stronie stołecznego teatru. Coming out Kae Tempest W 2020 roku Kae Tempest dokonału coming outu, ogłaszając, że jest osobą niebinarną. – To piękna, ale niezwykle trudna sprawa. Myślę o mojej społeczności i o tym, ile dostaję wsparcia od ludzi, którzy mówią mi, że nie muszę przechodzić przez to samu. Jeślibym się chowału i wstydziłu za siebie, to tak jakbym się wstydziłu za nich – czytamy w wywiadzie poetu z "The Guardian".

Tagi: ZAiKS
Źródło: natemat.pl

Przełomowy wyrok w Luksemburgu. TSUE orzekł, kto ma rację w sporze o nazwę grupy Kombi


Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu zdecydował w środę o prawach autorskich dotyczących twórcziścu popularnego polskiego zespołu Kombi. TSUE wydał wyrok: Sławomir Łosowski przegrał prowadzoną od lat batalię z Grzegorzem Skawińskim. Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej naTemat.pl >> Kombi to projekt muzyczny założony przez Sławomira Łosowskiego Zespół zakończył swoją działalność po 16 latach wspólnego grania. Jednym z powodów była choroba żony Łosowskiego Działalność zespołu wznowił Grzegorz Skawiński i Waldemar Tkaczyk, ale jako Kombii – ich kariera muzyczna trwa już ponad 40 lat, a w ogóle razem grają znacznie dłużej W środę 7 września Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) rozstrzygał sprawę skarki Sławomira Łosowskiego – założyciela i lidera zespołu Kombi. Muzyk pozwał Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO), który zezwolił na używanie unijnego znaku towarowego "Kombi" przez Grzegorza Skawińskiego. Łosowski zaprosił Skawińskiego do pierwszego składu projektu muzycznego. Zespół po 16 latach wspólnego grania zdecydował się wspólnie zawiesić działalność w 1992 roku. Ponad 10 lat później, bo 2003 roku padł pomysł dotyczący reaktywacji zespołu. "Gdy się skończyło O.N.A., postanowiliśmy po prostu nie debiutować po raz kolejny. Tworzyliśmy Kombi, mamy prawo do spuścizny tej grupy, stąd pomysł, aby grać, nawiązując do historii Kombi. Udało nam się, wydaliśmy płyty z utworami takimi jak "Pokolenie", "Sen się spełni", "Ślad", "Awinion" – to przecież wielkie przeboje" - wyjaśniał w rozmowie z naTemat Grzegorz Skawiński. Lider zespołu – Sławomir Łosowski próbował powstrzymać kolegów przed reaktywacją Kombi. Nic dziwnego, że zespół popadł w konflikt, skoro każdy z jego członków przedstawia tę samą historię w innych barwach. Odwołanie od decyzji. Łosowski vs. Skawiński Przedmiotem postępowania Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości było unieważnienie decyzji z września 2021 roku Piątej Izby Odwoławczej. W jej treści zapisane było podtrzymanie wcześniejszej decyzji EUIPO o unieważnieniu prawa Sławomira Łosowskiego do rejestrowania unijnego znaku towarowego. Prościej mówiąc, lider grupy już wcześniej chciał zagwarantować sobie wyłączność na korzystanie ze znaku towarowego "Kombi" na skalę europejską.   Skawiński postanowił kontratakować. W 2016 roku wystąpił do Urzędu Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) z kontrwnioskiem o unieważnienie prawa do znaku towarowego przysługującego Łosowskiemu. Wniosek muzyka został przyjęty, co oznaczało, że lider zespołu utracił prawo do wyłączności na używanie znaku "Kombi". Łosowski złożył odwołanie od tej decyzji, zostało ono oddalone przez Izbę Odwoławczą. W związku z tym muzyk odwołał się do jeszcze wyższej instancji, czyli samego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. Grande finale. Kombi czy Kombii? W środę Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) wydał wyrok. Oddalił skargę Łosowskiego. W związku z powyższym lider grupy Kombi przegrał sprawę i został obciążony kosztami postępowania. "(...) dowody przedstawione przez skarżącego w celu wykazania istnienia wyłącznego prawa podmiotowego do nazwy >>kombi

Tagi: Popek, Kombii
Źródło: natemat.pl

Znana firma z ogłoszeniami o pracę wykorzystała wizerunek Magika z Paktofoniki


Znany portal z ogłoszeniami o pracę zdecydował się na umieszczenie w reklamie wizerunku nieżyjącego od ponad 20 lat rapera. Fani Magika oraz zespołu Paktofonika są tym faktem zbulwersowani. Spółka opublikowała oświadczenie, w którym przeprasza. Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej naTemat.pl >> Magik to polski raper, producent muzyczny oraz współzałożyciel zespołu Paktofonika We wrześniu 2012 roku miała miejsce premiera filmu "Jesteś Bogiem", który wyreżyserował Leszek Dawid Historia filmu została oparta na działalności grupy hip-hopowej Rocketjobs.pl "portal pracy przyszłości" to serwis, w którym potencjalni kandydaci do pracy mogą przeglądać ogłoszenia w zakresie marketingu, reklamy, public relations czy IT. Firma kreuje się na przyjazną pokoleniu Z, czyli generacji ludzi urodzonych od 1995 roku do 2012 wkraczających dopiero co na rynek pracy. Portal internetowy często produkuje swoje posty reklamowe pod swoją grupę docelową, chcąc dostosować je do niej. Tym razem coś poszło nie tak. Wizerunek nieżyjącego Magika w reklamie ofert pracy Jak czytamy na portalu glamrap.pl, firma opublikowała wczoraj na Facebook'owej grupie "Praca Marketing Reklama PR Media" ogłoszenie, w którym szukają "Magika od social mediów". "Magiku jesteś tutaj? Wyobraź to sobie (sobie), że jest tu oferta dla Ciebie" – tak brzmiała treść reklamy nawiązująca do utworu "Jestem Bogiem". Poniżej załączyli grafikę przedstawiającą komputer, na którego ekranie wyświetlała się nazwa stanowiska, a do siedzącej przed komputerem osoby dokleili twarz tragicznie zmarłego ponad 20 lat temu rapera Piotra Łuszcza. Żart na poziomie. Tym razem nie wyszło Portal rocketjobs.pl znany jest z luźnej komunikacji, która wielu osobom bardzo się podoba. Niestety w tym przypadku wykorzystanie wizerunku Magika razi każdego, kto zna twórczość grupy Paktofonika. W ich tekstach słuchamy krytyki na temat hierarchizacji czy korporacyjnego wyścigu szczurów. Post, który zatrząsł całym internetem, został usunięty, zaś firma opublikowała na łamach serwisu gazeta.pl oświadczenie, w którym przeprasza. "Szczerze przepraszamy za opublikowanie niestosownego mema ze zdjęciem Magika z Paktofoniki na jednej z naszych grup na Facebooku. Jest nam bardzo przykro z powodu zaistniałej sytuacji. Zdajemy sobie sprawę z zażenowania, jakie mogła wywołać ta publikacja" – czytamy. Portal pracy przeprosił również rodzinę, fanów oraz wszystkich, których niestosowny post mógł urazić. "Materiał został niezwłocznie usunięty z grupy, ale nie mamy już wpływu na powielanie go w social mediach. Wyciągnęliśmy lekcję i zapewniamy, że dołożymy wszelkich starań, aby podobne treści nie pojawiły się więcej w naszych kanałach" – zapewniono. Tragiczna śmierć rapera Przypomnijmy, że Piotr "Magik" Łuszcz 26 grudnia 2000 roku wyskoczył z dziewiątego piętra przez okno swojego mieszkania w Katowicach. Raper w bardzo ciężkim stanie został przewieziony do szpitala, gdzie zmarł mimo wysiłków lekarzy. Domniemaną przesłanką popełnienia przez Magika samobójstwa była próba uniknięcia zasadniczej służby wojskowej, poprzez symulowanie złego stanu zdrowia psychicznego. Jako następstwo doprowadziło to do rzeczywistego uszczerbku na zdrowiu, a w konsekwencji – zgonu.

Źródło: natemat.pl

reklama
Polecamy
reklama
Kontakt z nami